— Dziękuję ci, Borowski!... O nazwiska cię nie proszę: niedopowiedzenia i domyślniki są bardziej pożądane w dziennikarstwie. Natomiast musisz mi opowiedzieć jeszcze kilka najświeższych plotek: bez plotek nie ma publicystyki!... Chcesz się czego napić, Borowski?
Pan von Hertenstein, leżąc wciąż w rogu kanapy, nie spuszczał rozmarzonych oczu z Jelsky’ego.
— Jelsky, ty jesteś arcywzorem aktualności, modelem dziennikarza.
Wszyscy porwali się z miejsc. „Niech żyje Jelsky!”. Jelsky trącił się ze wszystkimi kieliszkiem, po czym chrząknął znacząco.
— Silentium65! — Jelsky chce powiedzieć speech.
— Krótki, panowie. Przypomnę wam tylko: „Gdym szatana mego ujrzał, był on poważny, ponury i głęboki. Naprzód, zabijmyż66 ducha ociężałości!”. — Panowie niech, żyje...
— Sztuka — pisnął ktoś nieśmiało.
— Głupiś! — szepnął mu z góry Jelsky. — Banalne zwierzę!... Panowie, niech żyje paszkwil!
Na wszystkich podziałało to jak objawienie; ludzi porwał szał radości.
— Wiwat! Niech żyje!