Pan von Hertenstein zwrócił się do drobnej milczącej figurki w pelerynie francuskiej.
— Mały, napisz no jaki kuplet przepotężny i zaśpiewaj go nam.
— Brawo! — krzyczano. Towarzystwo było już po tylu kieliszkach wina, że wszystko je cieszyło. — Pisz, Müllerek pisz.
Mały błysnął złośliwymi oczyma; miał widocznie gotową myśl. Pochwycił podaną sobie kartę papieru i począł szybko pisać. — Borowski tymczasem rozglądał się po kawiarni. Ujrzał kilka sztywnych panienek w atłasach, co sznurując usta zerkały boczkiem na pannę Lili i towarzyszki. Pociągnął nosem z aktorska, skrzywił się i zmrużył oczy.
— Mieszczaństwo czuję! — rzekł, uderzając się po nosie.
— Brawo, Borowski! — (Przy stole pito już tylko i krzyczano „brawo”.)
Jelsky wezwał czym prędzej kelnera.
— Każ pan orkiestrze grać kankana.
Kelner rozłożył ramiona i wskazywał oczyma na poważną publiczność w sali.
— Poczekajmy trochę — prosił. — Niech się przerzedzi w kawiarni.