— Dobre! — pochwalił Jelsky protekcyjnym skinieniem dłoni w stronę sceny. — Błękitny kankanik amoretów — komentował swemu otoczeniu. — Nie ma jak Angielki!
— Siły w tym brak — kaprysił Pawluk.
Müller, skulony dotychczas pod swą peleryną, zrzucił ją nagle z ramion i energicznym ruchem zgarnął włosy z czoła. Jelsky powiódł okiem śladem jego spojrzenia i mruknął tylko: „aha!”.
— Oj, Müller — westchnął za chwilę.
Müller żachnął się i chciał coś odpowiedzieć, lecz w tejże chwili zakaszlał strasznie.
— A widzisz!... Memento mo... moralitatem103 chociażby.
Müller zwinął w kłąb pelerynę i rzucił mu ją na głowę.
— Ty żurnalisto104!
— Uszanuj kapelusz, jeśli nie szanujesz powołania!
— Szanuj stimmung105 tynglowy, jeżeli niczego już uszanować nie potrafisz! — i oszczędź mi dzisiaj swego sentymentu oraz opieki.