— Ja liustra117 szukał i was nalazł. Liustro zbić chcę!... Spiegel zerschlagen118, baron Hertenstein!
— Tłucz, rób, co chcesz!
— Zbiję!... A ty, pan Hertenstein, po co tu przyszedł? Modlić się — ha? Wiadomo — duszę zapomnieć!... I ja — i mnie — bełkotał, czepiając się każdego z nich po kolei — i mnie tu ciasno w waszej Europie... Pójdziesz do akademii: „Tfu, jak wszyscy umieją!”; pójdziesz do galerii: — „Boże ty mój, co ludzie już arcydzieł namalowali” — przytłoczy, zgniecie, zdepcze. — Pójdziesz do kawiarni: łeb jak dynię rozedmie. Mądrzy wy, mądrzy! Wiek słuchaj, nie nauczysz się!... A sam ja co? Tfu! I artystą chciał zostać!... Zapłacze dusza! Dawaj — zapiju! Przyjdziesz hań119 gdzie zapomnieć: głupstwo na głowę wskoczy, w czuprynę się wczepi i — paszoł120! — Hajda, galop! U was wszystkiego za dużo w Europie waszej, za dużo, za dużo!... Miejsca dla duszy nie ma!...
Nima, nima! — skarżył się i żalił, gdy go za drzwi wypychano. — A ty, pan Borowski, żonie małą to rączkę wycałuj pięknie ode mnie — wołał poprzez głowę Hertensteina. — Kobiety wy by mnie dali, dobrej, poczciwej!... Buchnąłby na kolana, stopy całował i beczał, beczałby!... Tobie, pan Borowski, żony przez to nie ubędzie, a ja duszę zleczę, wymyję łzami, wyczyszczę z błota!... Na wykształcenie pluję! Oddam panu Turkułowi: dramat zrobi; wszystko inne tam — mężowi — niechaj! A mnie serca trochu kobiecego... Baby, baby mi dajcie! Ta121 dobrej baby!...
Wypchnięto go wreszcie za drzwi. Tam począł niebawem wrzeszczeć jak sroka; zataczając się od ściany do ściany, darł się ochrypłym głosem:
Nad moim wiencom
Druchny płakały...
— Cicho, Pawluk, bo cię wyleją z lokalu!
Lecz on wparł się niebawem gdzieś w kąt i tłukł głową o ścianę.
— Uch, padlec, padlec!... Przedał jak Judasz!.. Za sztuku, mówili; za ono won draństwo, za publikę przedał!...