Komm, folge mir in das dunkle Reich hinab202!
— Pan kazał przynieść kopertę — usłyszał ponad sobą.
— Kazałem? Mówisz?!... Daj! I czekaj, czekajże! — Wyrwał z pugilaresu list pozostawiony przez Borowskiego, włożył go do koperty, dołączył klucz od zatrzasku i zaadresował do Pawluka. Kazał odnieść natychmiast.
— Akademia sztuk pięknych! — Ledwo chłopak się odwrócił, Jelsky zakrzątał się nerwowo koło siebie i zapiął szczelnie tużurek. Zapatrzone gdzieś oczy utonęły po raz drugi w próżni. Wsparł czoło na dłoniach i przesiedział tak chwilę w otumanieniu. Nagle sięgnął po butelkę, napił się dwukrotnie raz po raz; odstawił potem kieliszek z takim impetem, że szkło się rozprysło o marmur.
I wyjął znów z kieszeni zamszowy futerał. „Hu — jakież to zimne! Jak błyszczy, jak zęby szczerzy... Przecież w tym jest głęboka myśl czasu, że w epoce demokratycznego rozbrojenia każdy cichy filisterek nosi w kieszeni taką sześciostrzałową armatkę, z tym smętnym przeczuciem, że jeśli jej kiedyś użyje, to chyba tylko przeciw samemu sobie”.
Pochwycił jakąś kartę i jął coś pisać, ale zniechęcił się wnet. „Że też ja nawet w takiej uroczystej chwili nie mogę się zdobyć na krztynę talentu! — (Zaśmiał się trochę za głośno i, zły na siebie, przygryzł wargi.) — Dobryś — teraz w piersiach już zaczyna skrobać — z samej tylko emocji”.
Gdy uniósł głowę, ujrzał ponad sobą jakieś siwe sumiaste wąsy i wielkie oczy pod krzaczastymi brwiami.
— Panie Jelsky...
— Czego?
— Panie Jelsky...