— A teraz słyszałem przecie wyraźnie, jak pan jęczał.
— Co?... — (Jelsky teraz dopiero zauważył stojących nad nim kelnerów.) — Jęczałem?... E, to jest złudzenie waszego sentymentu. Albo macie nieczyste sumienia: daliście mi podłego wina z grubą marką. A że ja za nie gotówką przecie nie płacę, więc mi nie wypada się skarżyć; jęczę sobie po cichu — ot co... Panie rodak, paneś widział205 pewno dużo tchórzów w życiu?
— Czego, jak czego!...
— No, to mnie się pan nie przestraszysz... Odprowadź mnie pan tam w kąt na sofę... Zresztą, jeśli chcecie koniecznie, jestem niezdrów... Mam od wczoraj silną gorączkę. Szatany spacerują po moim pokoju jak w klubie parlamentarnym... O tak, tu poleżę — i nabiorę może trochę odwagi... Pan jesteś dobry, zacny człowiek, panie Zahlkelner206, pan ze świadomą melancholią udzielasz mi kredytu. Ta melancholia świadczy również dobrze o pańskiej przenikliwej inteligencji... Doktora? U, nie lubię! To są najsmutniejsze kabotyny207, co nawet w samych siebie wierzą... Panie ekspres208, siądź pan tu przy mnie, chcesz mi pan rękę na czoło położyć? Dobrze. Panie Zahlkelner, niech się pan nie martwi, proszę. To przejdzie. Powiedzcie mi, panowie, czy ja miałem talent?... Dawniej? W początkach?... I ja tak myślę!... Nie chcesz, żebym mówił?... Chcesz mnie pocałować, panie ekspres?... Owszem, wyświadcz mi tę śmieszność. Poca...!
Jelsky opadł ze śmiechem na sofę. Kazał sobie podać papierosa; leżąc na wznak, ćmił go powoli i strzelał dymem w sufit. Nachmurzony kelner począł się wałęsać między stolikami. Ujrzał zbity kieliszek i skierował się w tę stronę.
Na kanapie obok znalazł rewolwer i schował go natychmiast do kieszeni. „Chwała Bogu, że stchórzył!” — pomyślał. Zgarniając szczerby szkła, zauważył coś białego na brzegach, podniósł do oczu — i w jednej chwili rzucił się w stronę Jelsky’ego...
Nie dobiegł jeszcze do niego, gdy z krzykiem cofnął się w drugi koniec kawiarni.
Zadudniał telefon.
Nasypało się narodu209 do kawiarni. Ludzie prości biegli przede wszystkim tam w kąt, aby ratować kogo należy; ludzie lepiej odziani rzucili się czym prędzej do stolika, aby odczytać pozostawioną kartkę. Wyrywano ją sobie chciwie z rąk do rąk: