— Przywykłem. Potrzebuję.
Nagle, wstrzymując bieguny:
— Z Jelsky’m jest gorzej, znacznie gorzej!
— Niźli z kim?
— Z nami chociażby. — Roztargnionym ruchem zgarnął włosy z czoła i rozkołysał gwałtownie bieguny.
Müller zerwał się nagle, wychylił duszkiem kubek wina, i nacisnął beret na głowę.
— Pójdę — krzyknął.
— Dokąd?
Wzruszył ramionami: