— A?!... Podobno siostra twoja śpiewała na koncertach? Z twoją melodią poleciał ten mój Łabędź w dalekie strony... Ile to już lat?
I Hertenstein grał znowu. Rzucił kilka akordów, spróbował melodię, znów ją pasażem zmącił i urwał. Potem odchrząknął, z krzesłem bliżej się przysunął, dłońmi klawisze musnął i zaczął. W dźwięki fortepianu wplótł się niebawem głęboką nutą umyślnie tłumiony śpiew:
Obłoczną górą ciągnie ptak
W bezgwiezdną ciszę przyszłych burz,
Ponurą grozą krwawych zórz,
W daleki, chmurny zwątpień szlak.
Łabędziu mój, z tęsknoty mórz
Polotem twym daj boży znak,
Ty, białych marzeń błędny ptak,
O dolę, dolę moją wróż!