Łabędziu mój z marzenia wód,
We snach się iści bytu cud
I snuje piękno rojem mar!
Łabędziu mój z nadziei stron,
Ty życia złudy wieścisz skon
I przedmogilnej pieśni czar!
Hertenstein urwał. „Taki ty byłeś dawniej” — mówił, zamykając powoli fortepian. Müller leżał z twarzą zwróconą w czerwony blask lampy. Wspominał jakby. A spod przymkniętych powiek trysnęły nagle łzy. Stał nad nim chart i przypatrywał się podejrzliwie, niedowierzająco. Wreszcie zaniepokoił się, a obejrzawszy się daremnie na swego pana, postanowił widocznie sam zaradzić. Przystąpił bliżej, powąchał i liznął Müllera po twarzy.
— Ty!...
Pies szczeknął radośnie, skoczył i przednimi łapami wraz z głową przypadł, przytulił mu się do piersi.