Hertenstein zerwał się gwałtownie sprzed fortepianu i sięgnąwszy po dzban wina, zapatrzył się chmurnie na Müllera.
— Czego ty właściwie żałujesz?
— Hm?...
— W życiu co żal ci za sobą zostawiać? Czego nie chcesz opuszczać?
— Tego, co i ciebie trzyma — brzmiała opryskliwa odpowiedź. Oczy Müllera zwróciły się leniwie w stronę portretu.
— To bardzo niewiele. — Hertenstein wychylił kieliszek do dna.
— Ty powinieneś szukać innych teraz przyjaciół. Ja nie umiem być humanitarnym znachorem. A wreszcie — szarpnął się nagle — wszystko to razem wzięte jest tylko tchórzostwem: wypowiedzieliśmy każdy ostatnie słowo życia, a nie stać nas na mężne dokończenie: „Amen”. Czekamy, aż się z nami załatwi natura. A ona skrzętnie umiata drogę życia rozmaitym struggle-liferom219... „Schodźcie z drogi, ciemięgi, bo kariera bardzo się dziś śpieszy, przeto się gniewa i oburza szlachetnie na was”. Z tymi słowy krząta się po gościńcu życia zahukana cnota. A wiesz, jak się ta cnota nazywa? Pożytek. „Bądźcie pożyteczni, to znaczy: żyjcie dla naszych żołądków i dla tych ciał, jakie nasza gnuśność obficie napłodzi”. Doprawdy, gdyby życie ten sens tylko miało, można by z dobrodusznym zaciekawieniem przyglądać się wyścigom sprytnych opryszków, umiejących pod hasłem patriotyzmu, interesów narodowych czy miejskich wprzęgać do swego rydwanu sturamienny egoizm tłumu i puszczać „męczenników idei” przodem jako swych laufrów. Widowisko jest tym ciekawsze, że za karierą wlecze się zawsze żebraczym krokiem mała cząstka ogólnego pożytku, splatając wieńce zasługi na przyszły pogrzeb działacza. Jest to jeden z najpospolitszych paradoksów życia, że kariera jest matką społecznej energii, gdy tymczasem za oderwanymi od życia: myślą i marzeniem, następuje najczęściej...
Hertenstein zapalał powoli cygaro.
— No? — nalegał Müller.
— Nieurodzaj na kartofle — zaśmiał się z cygarem w ustach. A pochyliwszy się na fotelu, sięgnął po kieliszek. — Pij, proszę, i to zdrowie:...