Urbi et orbi!... Urbi et orbi!...
Słyszysz trąb serafickich łoskotanie weselne na cztery świata strony? — Raduj się, grzeszniku, raduj z aniołami! „Hosanna królowi Dawidowemu, hosanna na wysokościach!!”...
Kiedym, po gorączkowej i pilnej nocy oraz po pracowitym dniu następnym, pod wieczór jej to odegrał i kiedy, po ostatniej modlitwy hejnale, ręce mi z klawiatury opadły drżące, usta wyszeptały niewolnie wraz z ostatnim pobrzękiem ostatniego tonu:
— Tobie to, Hilda, pod nogi.
Chciała coś odpowiedzieć: poruszyły się tylko wargi. Blada i poważna była na twarzy, myślała snadź237 nie o mnie, lecz o tym, co słyszała przed chwilą, rozumiejąc, że było to Requiem do wczorajszego pogrzebu.
Mówiłem jej potem, że się tak słaby i zmęczony czuję nie tyle nieprzespaną nocą, ile tą gorączką trawiącą, że chciałbym o wszystkim móc zapomnieć i dzieckiem być...
— Już nim jesteś — rzekła. — Każdy z takich... — zaczęła i nie dokończywszy myśli swojej, zgarnęła tren sukni z dywanu.
— Chodź — mówiła, wskazując mi miejsce na dywanie tuż przy fotelu.
I głaszcząc po chwili włosy moje: