— Hilda! Nie mów tak!
— Nie, nie!
— Ty nie jesteś taka, jakem wczoraj myślał.
— Kobieta nigdy nie jest taka, jak ją sobie wyobraża dwudziestoczteroletni porucznik.
— Hilda! — szarpnąłem się gniewnie. — Czyżbym ja dla ciebie był rzeczywiście tylko...
— Prócz tego jesteś artystą, co z ciebie czyni jeszcze większe dziecko.
— Ty masz dziwną dojrzałość... artystki.
Podniosłem się i zacząłem chodzić po pokoju.
— Mały!
Żachnąłem się. A ona póty przytupywała nogą, póki nie zbliżyłem się do niej i nie pocałowałem w rękę.