Wolę rozgrzewa,
Dumą się śmieje...
Urwała. Umyślnie jakby: — nie wytrzymała nuty końcowej. Echa ją zmieszały: po sąsiednich komnatach tłuką się echa.
Zatrzymała się na drugim końcu sali. Tyłem do mnie zwrócona i zajęta jakby hełmem na złoconej zbroi, odezwała się nagle głębokim recitatiwem:
Marzanna chce:
„Niech będzie noc”
A z sąsiednich pokoi przyniosło nagle echo w głuchym pohuku:
Niech — będzie — nooc!
Zadrżałem mimo woli. A ona, jakby na przekór tym sowim pohukom z pustego zamku, dobyła z piersi w całej sile namiętnego wybuchu:
Wschodzące życia słońce me!