Müller spochmurniał nagle i cofnął się w swój kąt na kanapie: przypomniał sobie, co było przedtem, zanim ona tu weszła. Ujrzał we wspomnieniu tę białą szklaną rurkę, jaką pokazywał mu Hertenstein, i zdawało mu się, że te spłowiałe karty, te ponure szeregi czarnych liter przyciska śmierć kościstą dłonią.

— Łatwo przewidzieć, co tam będzie — wycedził mimo to ze złością i, akcentując lekceważenie, sięgnął nie­dbale po papierosa. — Żądze, grzechy, skrucha, serce... jak zwykle u proroków i u ich zbankrutowanych na kulturze apostołów.

— Nie skrucha, lecz myśl! — zapłonił się nagle Her­tenstein i uderzył dłonią w książkę, aż grzybniowa próchnia dymem uderzyła w górę. — I nie serce, lecz głowa! Sercem ciemnej drogi życia sobie nie oświecisz... Głosy serca to tylko bezradny spazm dławiącego się egoizmu; wola zna cenę tego spazmu i gardzi nim. Głos serca to tkliwy flet żądz, którym nawet namiętność dziś już gardzi. Głos serca to pokutny płaszcz trwogi — trwogi przed karą. Serce to skorupa fałszu, to obłudna broń poczciwej głupoty... Nic we mnie takiej odrazy nie wzbudza, jak „dobre serce”. Niedo­łężny i sobie nieufający egoizm czai się z pętami, a że włas­nym siłom nie ufa, wabi i roztkliwia ofiarę fletem serdecznym. Wszystkie małe i stare dzieci bez charakteru mają poczciwe serca. — Przenieś twą dobroć do głowy; spraw, by twoja i cudza wola ufać w nią mogła!

— Czytaj! — krzyknął wobec tego Müller.

— Serce zawlokło cię pod nogi kobiet, serce twą głowę pod stopy im kładło. Reszty dokonała nieczysta myśl kobiety: zrodziła niesyte żądze. I takeś ty zmarniał.

— Czytaj! — powtórzył Müller.

— Słuchaj — rzekł głucho.

I roztworzył księgę:

„Dzikiego tygrysa paszcza, kata topór ostry mniejsze zło mężczyźnie czyni, niźli ducha jego z kobietą obcowanie. Kobieta, czy gdy mówi, czy gdy milczy, gdy idzie, stoi, sie­dzi, leży, ponętą członków tylko nęci, wdziękiem ciała wabi, pięknem postaci póty w myśli się wpieszcza, póki w piersi nie sięgnie i mocnym sercem nie zatarga. Łez smutek, uśmie­chu powab, bioder niedbałe przegięcie, ramion lekkie ułoże­nie, włosów uplot kapryśny, pieściwy wdzięk miękkiego kon­turu i kształtów przepych bogaty: — z ogłupionym mężczy­zną gawędzi rozkosznie kobieta.

Gdy serce mężczyzny wdzięki kobiety rozgrzeją, gdy oczy piękno jej oślepi, zaciemnia się myśl jego. I oto je­szcze jeden duch wstąpił na mroczne drogi klęski.