Przeto brońcie się, którzy bronić się pragniecie. Myśli wasze niech tarcza chroni godności, po łuk sięgajcie dzielności odpornej, na czole prawego myślenia hełm, w dłoniach prawej mądrości ostre dzierżcie strzały. A dobrze mi łuku targajcie cięciwę! I, dumni, na pięć dróg zmysłów waszych dostępu jej brońcie!”.
Müller w pierwszej chwili wpijał się chciwie w tę czerń liter gotyckich na żółtym pergaminie. Teraz wydął wargi:
— Dalej! — dopominał się krótko. — Więc taką świętością stała się dla ciebie — książka?! Daruj, ale jest w tym pewien smętek w dzisiejszych czasach... Książka jest dziś jak prostytutka: — każdy, co ją kupi, rekomenduje ją przyjaciołom, gdy wszystkim jego wymaganiom dogodzi. W przeciwnym razie plwa na nią najbezkarniej w świecie... A więc książka jak świętość...?? — (wzruszył ramionami). — Zresztą, słucham.
— Widzisz — odparł Hertenstein wymijająco. — Kiedyś byłem jak ty. W „złe wiry” wielkomiejskie rzuciła mnie gonitwa za tą sztuką waszą. Miotany nimi, szukałem samego siebie w obcym życiu, w cudzych światach. Me uczucia, pragnienia, myśli, otoczenia mego tchnienie, powietrze, jakim oddychałem, wszystko to mówiło: czerp i chłoń z życia jak najwięcej i przetrawiaj to w sobie jak najgłębiej, aby siebie zwielokrotnić. Wnikaj w siebie, nurzaj się myślą nawet w namiętnościach, rzucaj się w otchłań najciemniejszych uczuć, ale dobądź z siebie wszystko. Wżywaj się, wmyślaj, wgłębiaj w samego siebie! Ródź się, przeradzaj, rzeźb, cyzeluj siebie! Współczucia zbądź, stań się sobą dla siebie, pokonaj człowieka w sobie — Bogiem bądź sobie!...
I patrz! — wyrzucił mnie przecie ten wir tam w narożnicę kamienną. I tam, pod białym wejrzeniem podniebnego lodowca — otwieram tę książkę... Cisza zasłuchania była wtedy naokół; tylko wody szemrały głucho swą odwieczną legendę o czasie.
„Zapomnij o samym sobie i o wszelkiej ku temu przyczynie!”
Nie pochodnią, błyskawicą jasną były mi te słowa.
„Duch widzi wszystko w wiecznej przemianie i bez trwania. Myśli tej »ja sam« czepia się tylko ciemny. Mędrzec widzi, że we wszechświecie ruchu nie ma przyczyny dla tego pojęcia”. I ty się dziwisz, że mi ta książka nowym zwiastowaniem była? — Czytałem: „Nie dość stłumić zmysłów pożądania wszelkie. Zarodek twego ja stłum, zniewól i zabij go w sobie”...
— Co ty...?! — Müller zerwał się na równe nogi. — Oszalałeś?...
— „Twe »ja« zniszcz!” — przybił Hertenstein jak ciężkim młotem. — „Oto jest iskra, co w popiele drzemie; oto w twej duszy płonące zarzewie, pożar utajony i wicher drzemiący. — Zabij twe ja w sobie!”