Po czym znów dłoń uniósł:
— Gdy się Samskara w Bijnamie zjednoczy i w szerokiej męskiej piersi o Agni rozpłomieni, wówczas niema rozpacz swe rany serdeczne obnaża i groby mówić poczynają.
— Ach! — Müller zwiesił ciężko głowę i milczał. Wreszcie, nie poradziwszy widocznie ze sobą, zapytał głucho:
— Czym jest Agni?
— To się wypowiedzieć nie da. To się pomyśleć nawet nie pozwala. Ból życia rodzi Agni bez końca, a nieubłagalność nieba bez końca je chłonie...
Müller odpędzał się oburącz od tych sieci pajęczych. Nagle na umęczonej twarzy, w na pół przymkniętych oczach zaświecił lęk.
— I ty się nie boisz?
— Czego?
— Tego, co nas czeka — kary!?
— Nie masz nade mną sędziego, bo we mnie sędzia mój mieszkał i wraz z wolą moją — umarł.