Rój dziwnych widem myśli twoje niańczą,

Zdasz się sam sobie duszą wywołańczą24,

Od której pierzcha tłum w ucieczce skory.

I mroki z wolna w duszę twą się sączą,

Gaszą w niej wszystko, tłumią swą opończą,

I pustka wielka zalewa ci łono.

Nawet marzenia, które życie złocą,

Pierzchły jak ptaki. Z głową opuszczoną

Szepczesz bez myśli: „Po co wszystko? po co?”

...I znów tylko wilgotne poszumy drzew, i ten głuchy, ciężki gwar miasta z daleka. Czujne ucho chwyta nagle szmer odmienny, cichy, jakby lekkie, pospieszne stąpanie. Żwir zaszeleścił — a jemu serce młotem w piersiach zabiło... Ktoś podchodzi, słania się nad nim, chłodne, miękkie dłonie obej­mują skroń...