Łagodząc zaś swe powiedzenie, uścisnął go za rękę.

Allons, petit bourgeois26 — zawołał, chwytając go pod ramię — przedstawię pana mej przyjaciółce.

I nieomal przemocą zaciągnął Kunickiego w drugi ko­niec kawiarni.

— Nazywamy się Lili — rekomendował — nie tyle ze względu na dziewiczość, ile na bajeczną płeć.

Kunicki znalazł się w ten sposób, wbrew woli, u stolika dziewczyny młodej, niebrzydkiej, o dziwnie białej cerze i ogro­mnie czarnych aksamitnych oczach.

— Panna Lili — mówił wciąż Jelsky — ma w sobie coś ze storczyka: Cephalantera alba.

— Także komplement — zaśmiała się piskliwie — mu­siałabym chyba szukać w Leksykonie.

Jelsky schwycił przewijającego się tuż obok piccola.

— Mały, Leksykon dla panny Lili. Litera C.

Ale Kunickiemu nie do pustych było gawęd. Toteż rad był, gdy Lili odęła się poważnie, podejrzewając, że obaj przy­szli po to tylko, aby z niej zadrwić. Powrócili na swoje miejsca.