— Więc ich wyrżniemy — konkludował flegmatycznie dziennikarz, nie przestając szlifować paznokci.

A po dłuższej przerwie, jaka okazała się konieczna przy tej operacji, ziewnął i rzekł:

— Powinieneś się pan czym prędzej wyleczyć z tego świerzbu społecznego. Zostaw pan tłuczenie o mur twardszym głowom, a bity komunałami trakt idei pospolitszym owcom! Me-me! Jak źle jest na świecie.

— No, dobrze! — szarpnął się Kunicki, rad, że mu ktoś pomoże do wgadania się w przyczynę dzisiejszego smu­tku. — No, dobrze! — Leczyć ludzi z niesmakiem i oboję­tnością, patrzeć co krok na zbrodnie i potworność życia, od­dychać zatęchłym powietrzem nędzy i cierpienia... I to wszystko razem nazywa się?...

— Zadowoleniem ambicji tylko. Poza tym, jest się, chwalić Boga, jeszcze człowiekiem i można...

— Grywać w bilard.

— Chociażby.

— Albo pić.

— I to nie jest do pogardzenia. W piciu jest zupełnie ta sama mądrość, co i w życiu: złudzenia. Oczywiście nie każdy pije na to tylko, aby z Bachusem wywracać koziołki.

— Przypuśćmy, że nie pijam.