Kali brom. ..................... 2,0

Amon. .......................

Zastukano do drzwi. „Oczywiście baba z plotkami”.

— Przed trzema godzinami, natychmiast po wyjściu pana doktora, zachodziła tu jedna pani.

Kunickiemu wydało się, że w tej chwili ktoś go pięścią w ciemię uderzył.

— Z tej kamienicy pewno? Po poradę? — pytał mimo to z niedołężną jakąś chytrością i jakby chcąc oszukać sa­mego siebie, odwrócić fakt, zagadać rzeczywistość.

— Nie. Nazywa się — zostawiła bilet — nazywa się Zofia Borowska.

Kunicki uczuł, jakby po raz drugi, mocne uderzenie w ciemię. Powstał z miejsca powoli, sztywno. Oparł się ty­łem o biurko, chciał coś powiedzieć, ale głosu mu zabrakło. Zwiesił więc głowę i milczał. „Jak ta szelma ropucha musi patrzeć na mnie w tej chwili!”.

— Pani przyszła zapytać, czemu pan doktor do pań­stwa Borowskich wcale nie zachodzi. Oboje z mężem są nie­spokojni, czy pan doktor nie chory. Pani bardzo rozpyty­wała o pana doktora... Niech mi pan za złe nie weźmie, ale ja się przy niej wstydziłam po prostu mej brzydoty. Jakaż ładna! Jaka świeża!...

— Dosyć!