Spojrzał wyniośle w stronę drzwi, odwrócił się i nic nie odpowiedział. Znowuż chodzi.

— Władek, ja nie chcę! — poczęła szarpać się u drzwi.

A gdy ją wpuścił do siebie, rzuciła badawcze spojrze­nie na biurko i przeniosła na niego czujne, niespokojne oczy.

— Wiesz, dlaczego mieszczka książek nie lubi? — py­tał cierpko.

— Wiem. Bo tamte — mówiła, wskazując na książki — są zawsze w balowej tualecie we wszystkim, co mówią, czują, myślą, bo tamte są fałszywe, wszystkie bez wyjątku — te napisane kobiety.

— A więc zazdrość — szeplenił mąż, wyciągając twarz w hrabiowski grymas. — Vous tombez dans la risée du monde35, margrabino! — zagrał jej na poczekaniu. I wnet potem, ujmując ją za łokieć:

— Zosieńka — zmanierowałaś się coś niecoś na mał­żeństwie.

— Piłeś? — zapytała wobec tego niespokojnie.

— Nie, nie piłeś! Teraz będzie Volksstück36 — co?

— Och! — westchnęła ciężko.