— Klępusia! — mruknął pod nosem i zagwizdał jej głośno w odpowiedzi. Wtłoczył ręce do kieszeni i chodził z kąta w kąt, przelewając się z nogi na nogę. Ona osunęła się na kanapę, zwyczajem swoim zatopiła dłonie we włosach i zapatrzyła się smutnie na niego.
— Kochasz? — szepnęła po chwili.
— Którego? — odparł, zatrzymując się przy niej w zwrotnym piruecie.
— Władek! — żachnęła się gniewnie.
— Względem czego?
Zochna rozpłakała się bezradnie.
— Ciupuś ty! — rozpłomienił się mąż nad tym płaczem. Odgarnął jej włosy z czoła, odjął ręce i kazał sobie podać pyszczek. — Nie płakam, nie! Pocałować męża. Przeprosić za malutkie zmanierowanie się w małżeństwie. Tak! — Już się na kolana ładujemy. Oczywiście. — Oko? — Nadzwyczajne! Mięciusie, wilgotne spojrzenie!
— Kochasz?
— Mhm! — Borowski potrząsał głową.
— Ugryzę!