Puls już bić przestał... Uderzył przecie raz jeszcze mocno, jakby młotem, w tyle głowy. Rozchylił powieki. Tuż ponad nim żarzy się zieloną głębią para oczu... Płoną i wpijają się w niego okrągłe, wielkie, ciemne oczy!...
— Zocha!?...
Poczuł długi, wilgotny pocałunek na wargach.
— Zapomniałeś? — wwionęła mu niemal w usta.
Skinął głową. „O czym ja zapomnieć miałem? — przyszło mu do głowy. — O czym ja myślałem wprzódy?”
— Już nie jesteś smutny?
I znów głową skinął.
— Myśl o mnie, Włada. Myśl zawsze tylko o mnie.
Po raz trzeci chciał skinąć głową, lecz zamiast tego westchnął głęboko i zarzucił dłonie na twarz.
— Duszno!... Ciężko!...