— Czy ty nie czujesz, że to jest wstrętne, co mówisz w tej chwili?
Wzruszył ramionami.
— Mam oczy — widzę. Do zazdrości nie mam tymczasem powodów, ale takie rzeczy mszczą się — flirt, niby.
Nerwowym ruchem poczęła nagle dłońmi twarz i czoło sobie wycierać; a potem jakby z ramion, z rąk coś zetrzeć, zmyć pragnęła.
— Idź już, idź! Tyś się mną dziś już przesycił i zaczynasz mnie traktować jak... — Osunęła się na krzesło i ukryła twarz w dłoniach.
Zatrzymał się na rogu i, spoglądając uważnie na żonę, wydymał wargi. Wreszcie aktorskim gestem narzucił kapelusz na tył głowy.
— Non capisco39! — mruknął, zwrócił się na pięcie i wyszedł. Za chwilę jednak był z powrotem, niosąc w ręku luźną garść kwiatów.
— Na słomiance w sieni leżało... Na Müllera coś bardzo patrzy40. Białe lilie!... To afekt suchotnika. — Cisnął kwiaty niedbale na kanapę.
— Primadonny hołdy to,
Za jeden kwiat ploteczek sto,