— A wiesz, jakeś45 to doktor byczo powiedział! Jakie to spokojne! Jakie męskie ogromnie! Jakie mocne!... Czemu on nie jedzie do Davos?
— Środki znalazły się dwukrotnie. Przepił.
— Zuch! — ucieszył się Borowski.
— Mówi, że go tu coś trzyma, alkohol w gardło wlewa i że mu się w tej rozpaczy lepiej pisze.
— Widzisz pan!... — Borowskiemu rozszerzyły się nozdrza. — I to jest bycze, potężne z tym Müllerem! Wielka dusza!
Kunicki wzruszył ramionami.
— Smutna — poprawił.
— My z żoną lubimy go bardzo.
Kunicki podniósł na niego oczy. — „Co się z tym człowiekiem stało! — przemknęło Borowskiemu przez myśl. — Pod nudnym połyskiwaniem okularów tego kreta kryją się sarnie, żałośliwe oczy”. On tymczasem otwierał już usta, ale zdecydował widocznie inaczej, gdyż machnął niedbale ręką.
— A może tak jest dobrze — mruknął. — Może tak być powinno.