Suknia — wiesz doktor — ni za długa ni za krótka jak na szansonę: matematycznie jakby wykreślony ten wła­śnie największy smaczek... I brzydka! — Tą właśnie fascynu­jącą brzydotą, potężną jak kaprys mistrza. O, to zaciekawia, rozdrażnia, bierze! Nie wiem, ilu ludzi w łeb sobie dla niej strzeliło, ale gruba, gruba liczba... Jednym słowem, boska, nadzwyczajna kobieta! Le génie du sexe49! Das kategorische Imperativ50! Nosi czarne majteczki.

Minęli tymczasem zaułki i wydostali się na bulwar. Uderzył ich w uszy huk i zgiełk, przed oczyma roztoczył się świat jaskrawy i rojny. Wpadła w ucho muzyka, zrywa­jąca się co chwila w skoczne tempo i tonąca w turkocie ulicznym. W takt jakby tej muzyki, pod świeżą zielenią drzew bez cienia, ostrą, dziwną i jakby zastygłą w jaskrawym prze­pojeniu sztucznym światłem, roił się i przelewał czarny tłum. Na ciemnym tle męskich sylwetek kołysały się mieniące i barwne kapelusze kobiet, szumiał jedwab, szeleściły suknie. Wzdłuż ulicy pędziły jak wichry długie jasno oświetlone wagony tramwajów elektrycznych, dorożki snuły się w nie­skończonych szeregach.

Jelsky zbliżył się do Kunickiego i, ssąc cygaro, szeptał mu na ucho:

Horror vacui51... wiesz doktor — w fizyce średnio­wiecznej. Warto tę siłę wskrzesić dla wytłumaczenia współ­czesnych dusz. I potęgi kobiet dzisiaj. Kobiety stawały się zawsze potężne wtedy, gdy idee się kurczyły i zasychały w doktryny. Dla czasów i ludzi żywych mają one tylko war­tość markietanek na postoju nocnym.

— Jelsky cytuje oczywiście Müllera — wtrącił Borow­ski, posłyszawszy ostatnie słowa. — W ogóle, radzę bliżej poznać Müllera. Odkryjesz doktor źródło elokwencji i erudycji wielu dziennikarzy...

— Potwarz! — oponował Jelsky i wetknął Borow­skiemu cygaro w usta na znak, by milczał.

— ...Oraz niewyczerpany skład sentencji, tyczących się kobiet — mówił mimo to Borowski. — Wielki, lecz dzi­waczny łeb siedzi na tym suchotniczym ciele. — Kobiety — mówił, na przykład, mej żonie — są jak żuki: składają naj­płodniejsze nasiona w to, co próchnieje i gnije. — Prusy — mówił innym razem — są dlatego najpotężniejsze w Europie, ponieważ pruskie kobiety są najgłupsze na świecie. — Müllerek, choć Niemiec, nie cierpi Prusaków. Albo raz, pa­miętam: kobiety dawniejsze perfumowały się ideą, ciągnęły do żelaza i wszystkie razem cuchnęły krwią; — dzisiejsze spry­skują się sztuką, ciągną do złota i wszystkie razem śmier­dzą prostytucją... Novissima gloria cupido52 — mówił dziś o Yvecie — jest kobieta artystka, kobieta droga i cuchnąca, jak wszystkie ścieki życia razem wzięte... Müller — kończył Borowski — nienawidzi kobiet, ponieważ jest erotomanem.

Kunicki parsknął suchym śmiechem na tę ostateczną i najgłębszą sentencję. Ale śmiech jego zerwał się nagle i uciął jakby pośrodku. Na twarzy jego odbiło się takie ogromne cierpienie, że Borowski nachmurzył się, a Jelsky skrzywił z niesmakiem.

— To jest otchłań — rzekł.

— Kobieta?