Autor zasłonił się dłońmi, jak przed osobistym atakiem.
— Nic! Nic, panie. Żyłem tylko moimi nerwami artysty... — I strzeliwszy dymem cygara w sufit: — Zresztą, moje Przeznaczenie będzie grane w Paryżu. Czytał pan moje Przeznaczenie?
— Nie zdarzyło się.
— Zna pan Coquelina55 młodszego? — pytał pan Turkuł, nie zmieniając głosu ani o pół tonu.
— Napluć na Coquelina! — obraził się niespodziewanie Borowski. — Coquelin i Coquelin! Mało aktorów bywa na świecie!
Zdziwił się niepomału56, usłyszawszy poza sobą również polską mowę.
— To pan jest Borowski? — wołał ktoś krzykliwie, w pół go obejmował i niemalże w ramię całował. — Ja pana widział w kraju, na scenie... O, to jest gra! Napięcie siła! — wołał, wymawiając forsownie, lecz miękko te mocne słowa. — Ja pana szanuję, panie Borowski. Oni wszyscy falsetem biorą, pan piersiami, sercem!... Ja jestem malarz — Pawluk... Oni jak lisy — wiliajut57 — a ogonem zatrą. A sztuka to jest siła, panie Borowski!
I wyciął pięścią w stół. Borowski niewiele zrozumiał z tych wylewów temperamentu; nie wiedział kto i po co merda ogonem i po co zaciera. Mimo to pan Pawluk chwycił go za serce.
— Wiesz, pan Borowski, ja chcę namalować anarchię. Pan to zrozumie. Ot — teatr wysadzili — sztuku zrobili! — Ha? Tak zrobię, uważasz — rozłożył ramiona, gotując się do szerokich gestów, przy czym odepchnął bez ceremonii sąsiadów po obu stronach. — Miasto!... Wieczór!... Ciemno. — Domy, domy, domy!... Błyski chlapnę tu! Tu! — Tam! — Wieże. — Kominy. Dymi się. Kłębi! Czujesz, jak się kłębi?... Zasnuło wszystko, wszystko! Nic nie widać; — ciemno. A na niebie gwiazdy. — (Rozłożonymi palcami dłoni rzucał gdzieś przed siebie gwiazdy na imaginacyjne tło). — A tu na przodzie — on — morda!... Już ja ci, bracie, dam mordu! — Złość, nienawiść, szał! Siła być musi! I... — (z przymrużonymi oczyma chwytał coś z powietrza w niespokojne kułaki) — ...podpiszę „Anarchia” — zakończył wreszcie i odsapnął. — Bo u mnie, widzisz, pan Borowski, farba ma blask! Połysk — a!... Ja robię tak: asfalt, berlinerblau58 i — zuch! — Śmiało trzeba... Farba trzęsie się, świeci!... Bo nasi malarze to izwoszczyki59, nie artyści.
Ogłuszyły Borowskiego te twórcze erupcje rodaka; nie wiedział, co na nie odpowiedzieć. — Z drugiego końca stołu odezwał się tymczasem głos cudzoziemski, spokojny i niedbały: