Uniwersytety amerykańskie czuwają. Z roku na rok nowe stawia trudności, z roku na rok coraz silniej działa maszyna brakarska.
Wielkie uczelnie odgradzają się drutami kolczastymi.
Oto młodzieniec zdobył już wszystkie potrzebne dokumenty, które zwalniają go od składania egzaminów, pozostaje jedynie ceremonia słynnego „menthal hability test”, owa amerykańska łamigłówka, mająca stwierdzać giętkość, sprawność rozwoju umysłowego kandydatów.
Pięćdziesiąt pytań, jedna minuta czasu na odpowiedź na każde. Jedna minuta czasu na postawienie jednej lub dwu kreseczek na przygotowanym druku. Wszystko to dziecinne, śmieszne, bardzo często zdolne umysł mędrca doprowadzić do histerycznego bezruchu, ale w tym wszystkim sposób nad sposobami...
Kwakierska szkoła, znakomita szkoła prawa w Filadelfii powzięła naraz przeświadczenie, że za wielki procent Izraelitów chwyta się adwokackiego chleba...
Numerus clausus136? — Nigdy w świecie.
Liberalizm amerykański takim ograniczeniem nigdy by się nie splamił — lecz oto „menthal hability test”... Co? — Jak się stało? — Nie wiadomo. Próba tego osobliwego egzaminu wypada zawsze w ten sposób, aby uczynić zadość linii wytycznej kierownictwa szkoły.
Tylu i tylu bezspornych kandydatów, posiadających wszystkie dane do wejścia do szkoły prawa, przepadło na egzaminie „wypróbowania sprawności umysłowej”...
Wyjaśnienia, dochodzenia, toć rzeczy niemożliwe. Takie tłumy kandydatów, taki napływ zgłoszeń, że nie ma sposobu do wnikania w drobiazgi osobiste.
Zresztą w każdej wielkiej instytucji naukowej amerykańskiej pierwsze lata studiów upływają niby ów wstępny egzamin...