Dla zdolnego, dla pracowitego studenta uniwersytet amerykański gotów jest na wszystko. Zwolni go od opłat, zapewni mu pensję, uczyni asystentem profesora, laborantem, wyśle go na swój koszt na wyprawę naukową, przed daniem mu stopnia naukowego już znajdzie mu stanowisko, już mu zapewni pole do pracy, jeszcze i dalej, i później tenże uniwersytet będzie czuwał nad swoim dobrym uczniem, będzie z nim utrzymywał jak najbliższe relacje, będzie go wspierał.
Ale to dotyczy jedynie bardzo zdolnych i bardzo pracowitych, którzy już na ławach uniwersyteckich zdołali dowieść tych dwu przymiotów.
Nikogo jednak w Stanach Zjednoczonych nie obchodzi szczegół, że, dajmy na to, jakaś pani Brownell ma syna, że ten syn chciałby się kształcić, że chciałby zostać całym dygnitarzem... no i że nie ma środków po temu. To nikogo nie obchodzi.
Mama młodzieńca czy sam młodzieniec ma aspiracje — niech pracuje, niech zarabia, niech ciuła pieniądze na naukę.
Jeżeli zaś na taki wysiłek go nie stać, niechże sobie zostanie zamiast doktorem filozofii, niech zostanie choćby tak zwanym w Ameryce „chimney doctor” alias dygnitarzem rozstrzygającym o cierpieniach kominów, a będącym jakby kwintesencją zduna z kominiarzem.
Tu i ówdzie jakaś grupa narodowa w Ameryce, trwająca u podnóża społecznego, wysila się na zapomogi dla swej młodzieży, aby dźwignąć się na wyższy szczebel.
Są to przykłady oderwane. Ogół amerykański jałmużnictwa na wyższe wykształcenie nie uprawia, na dziadowanie pod tym hasłem nie odpowiada, kosztów wykształcenia z roku na rok podnosić się nie waha.
Przeciętny wydatek roczny skromnego studenta lepszej, wyższej uczelni amerykańskiej wynosi co najmniej tysiąc dolarów rocznie. Jest to duża suma pieniędzy, to nie jest ani tysiąc złotych, ani nawet pięć tysięcy złotych, biorąc na miarę zdolność nabywczą dolara. A przeciętny koszt przeprowadzenia młodzieńca od szkoły elementarnej do zawodowego stopnia naukowego tworzy już znaczny mająteczek, bo około dwunastu tysięcy dolarów...
Jakże więc studenci mogą starczyć, jakże sobie radzą? Czyżby wyższe wykształcenie w Ameryce było przywilejem bogaczów?
Młodzieniec, dziewczyna w Stanach Zjednoczonych pracują, muszą pracować...