Kto by tam naftę, naftowy surowiec wlókł do rafinerii z głębi kontynentu... Zakłada się rury, przepastnej długości rurociągi; dwa tysiące kilometrów długości liczy sobie taka, z angielska nazywając, „pajpa” — i ta „pajpa” leje naftę wprost z Teksasu, z Oklahomy ku brzegom Atlantyku, wali do rafinerii, do jej zbiorników... I nie ustaje, gdyż po drodze rozstawione stacje pompami dodają jej ciągle impetu...

Pociąg za pociągiem zwala w Nowym Jorku, zwala w Chicago, w węzłowych punktach amerykańskiego ula całe wagony brzoskwiń, jabłek, melonów, arbuzów, ananasów czy śliwek... Ceny spadają z zawrotną szybkością... Co począć? — Rozkazy nadchodzą błyskawicznie... I oto pociąg za pociągiem wysypuje owoce w nurty Atlantyku, w tonie Jeziora Michigan... Cena utrzymana. W ogólnym rozrachunku pozorne straty gwarantują niezawodne plusy.

Sezon chyli się ku zenitowi, zbliżają się ogórki, jesienne muszą ukazać się towary. Lecz po wiośnie, po czerwcu remanent nie lada. Cóż teraz z tymi górami niesprzedanych batystów, jedwabików, letnich ubrań, słomianych kapeluszy, wiatrem podszytych sukienek, paltocików?...

Kalkulacja ma aparat w pogotowiu.

Pierwsza część towaru sezonowego płaci z zasady wartość całego towaru — a pozostałość toć czysty zarobek tylko!...

Więc na handel z nim! Wyprzedaż i nie wyprzedaż byle jaka, okpilska, naciągalska, lecz szczera, uczciwa... To, co wczoraj warte było dolara, to idzie za pół dolara, za ćwierć dolara, za centy idzie... Byle teraz zysk napłynął, byle towar się nie przestarzał, byle nie zleżał, byle magazyny opróżnić, byle mieć wolne składy dla przyszłych nowości...

Trudno jednak wspaniałej firmie, tylko zamożną posiadającej klientelę, poniewierać własne ceny... Trudno? — Tedy wspaniała firma całe swe niesprzedane zapasy wali na prowincję i tam, pod innym nazwiskiem, wyprzedaje za bezcen, wyprzedaje dokładniej za czysty ciągle zysk.

Nie inaczej radzi sobie amerykański księgarz.

Nowość wielka, wielki gwałt. Pamiętniki Clemenceau ukazały się na rynku. Sensacja, osobliwość... I dziesięć dolarów za książkę... Cena okrutna nawet w Ameryce, pijana cena!... Rzucają się ciekawi i możni, chwytają, bo chwytać muszą takie dzieło, biblioteki publiczne. Upływa pół roku. Nakład wyczerpany... Nadchodzi drugi już tylko po dwa dolary... Niech i tańsza publiczność ma swoje, i równie piękne wydanie.

Handel amerykański jest sprawny, energiczny, oparty na szerokim kredycie i kredytu tego nikomu nieskąpiący. Kredyt przynosi straty. Nieuczciwości nie brak. Głowa po temu, aby niewypłacalnych dłużników procentowo zrachować i z góry ich obliczyć. Rachunek strat nie może być niespodzianką dla rachunku zysków.