Amerykańskie kluby, amerykańskie organizacje, korporacje, stowarzyszenia są jednym z najgłówniejszych silników bytowania czterdziestu ośmiu republik.

W każdej większej potrzebie, w każdej ważniejszej chwili, te organizacje zabierają głos, sięgają poza ramy swoich powszednich turbacji. Delegacje ich ruszają, wzywane do Waszyngtonu, bo i Waszyngton w momentach ważnych musi szukać punktu oparcia wśród zrzeszeń amerykańskich. One bowiem mogą miliardami rzucić, mogą zdecydować o poborze rekruta w roku 1917, mogą dostarczyć kadr oficerskich, mogą rozkupić wewnętrzną pożyczkę, bo ich siła reprezentacyjna, bo ich głos znaczy więcej aniżeli najszumniejsze deklaracje senatu lub kongresu.

Wszystkie stowarzyszenia i organizacje amerykańskie cechuje praktyczność. Nie ma trwonienia energii, trwonienia pieniędzy, trwonienia czasu. Jeżeli kogoś powołują na dygnitarza towarzystwa, na jego delegata, na jego kontrolera, to w Ameryce znaczy najpierw gruba pensja, a dalej i honor także. Zrzeszenia wracają z reguły swoim wybrańcom ponoszone koszty, wynagradzają trudy, starają się ułatwiać obcowanie swych członków.

Jeżeli ktoś zapisał się do izby handlowej czy do klubu rotariuszy, to wystarczy, jeżeli raz na tydzień to śniadanie czy ten obiad, który zniewolony jest spożyć w restauracji, spożyje w tym samym czasie przy wspólnym stole klubowym. Zajmie mu to co najwyżej pięć kwadransów, włączając wysłuchanie przemówień, niekiedy bardzo ciekawych, bardzo pouczających, załatwienie szeregu interesów ze spotkanymi „businessmanami” oraz odmówienie dwu modlitw i odśpiewanie wspólne czterech pieśni...

Czyli należenie do izby handlowej jest jakby cząstką zwykłego, powszedniego życia, żadnego kłopotu, żadnej mitręgi, żadnego wysiadywania po nocach, a korzyści bez liku.

Jeden wszakże obowiązek bardzo ciekawy, może godny naśladowania. Oto członek klubu rotariuszy, członek izby handlowej, o ile wyjeżdża z danego miasta i pomija tygodniowe śniadanie w swoim mieście, powinien się stawić na takież samo skromne i tanie śniadanie w innej miejscowości, w innej izbie handlowej, w innym klubie rotariuszy. W przeciwnym razie płaci karę, ile że klub czy izba innego miasta zawiadamia natychmiast bratnią organizację, że ten i ten jej członek gościł w jej gronie.

Z tego zaś wynika już nie samo utrzymywanie ciągłej łączności ze stowarzyszeniem i z jego odłamami, ale i zawieranie znajomości, ale i współżycie miast z miastami, bratanie się pokrewnych korporacji, a oboczesne162 zyski osobiste, nie lada dla kupców i przemysłowców korzyści.

Organizacje amerykańskie cechuje trzeźwość rachunkowa.

Gdy wielka działaczka zjeżdża, dajmy na to, do Antwerpii, aby reprezentować jakieś szlachetne zbiorowisko kobiet amerykańskich, to nie zapominajmy o tym, że ta działaczka jest osobą zapłaconą, że to zbiorowisko zaopatrzyło ją w potrzebne fundusze, zaopatrzyło w diety, że ta działaczka rozdaje cudze pieniądze, a nie swoje, że jest wykonawczynią zbiorowych uchwał. Działaczka pomieniona może być osobą zamożną, podróżuje zaś na koszt organizacji nie dla skąpstwa, nie przez chciwość, lecz że właśnie te wyłożone przez organizację koszty są dokumentem pełnoprawności wydelegowanej działaczki.

Jeżeli jakaś instytucja amerykańska urządza sobie, przypuśćmy, w Filadelfii dzień kwiatka, to zamiast bawić się w niebezpieczne eksperymenty, sprowadza specjalistę z Clevelandu i nie waha się podpisać z nim umowy na dwadzieścia pięć procent od zebranych pieniędzy.