Obrazę reguluje się albo pięścią, albo wyprawieniem komuś pośredniego lania. W wyjątkowych przypadkach na drodze sądowej.

Pojedynki, honorowe roki nie istnieją wcale. Na obelgę odpowiada obelgą, uderzenie zmywa się uderzeniem. Sąd jest znakomitą ucieczką, jeżeli do obrazy można przytroczyć sprawę materialną. Jeżeli takiej straty nie można dowieść, to lepiej do sądu z honorem się nie wybierać, bo w najlepszym razie, nawet przy klasycznym oszczerstwie, po latach procesowania można od oszczercy uzyskać co najwyżej symbolicznego dolara.

W ogóle honor w Ameryce jest zaliczony do wartości względnych i to na długo przed urodzeniem się profesora Einsteina. Jeden wyraz mniej lub więcej w rachubę nie wchodzi. Wyzwisk jest tyle, iż najprzykrzejsze jest czym odeprzeć.

Amerykanin ma w sobie wyrobione poczucie karności. Statuty, przepisy uważa za przykazania, których sam rad przestrzega, a dalej innych do przestrzegania zniewala. Owi „inni” toć oczywiście foreignerzy175, emigranci czy świeżo upieczeni obywatele. Żywioł więc niepewny, podejrzany, surowy. Amerykanin jednak czuwa bodajby na ochotnika i gotów jest każdej chwili o zauważonym przez się uchybieniu zawiadomić najbliższą władzę...

Więc pisuje denuncjacje?

Najczęściej zaopatrzone podpisem, bardzo rzadko anonimowe, ale zawsze ściągające na oskarżonego niespodziewane represje.

Amerykanin ten sposób uważa za słuszny i sprawiedliwy. Godzi się władzy dopomagać, godzi się obywatelowi baczyć na poszanowanie ustaw krajowych.

Czasu Wielkiej Wojny każdy wybitniejszy człek amerykański niezaszyty w mundur był ochotnikiem „Secret Service”, zważał na podejrzanych, a pilnie zezował ku Niemcom, wówczas chwilowo... mniej w Ameryce popularnym, i z dumą przyznawał się do wolontarskiego delatorstwa176.

Amerykanin, przy tak odmiennych wyobrażeniach o honorze, słowa danego lubi dotrzymywać, poza „businessem” jest człowiekiem prawym, a nawet i w samym „businessie” rządzi się pewnymi normami przystojności, jeżeli nie zawsze etyki.

Wystrzega się pożyczania pieniędzy, wstydzi się po prostu przyznać do ich braku, gdyż brak ich sam uważa za dokument niedołęstwa.