Podczas186 amerykański Salomon wpada na godzicielskie187 pomysły. Skazuje na przykład uroczyście małżonka, aby pod grozą więzienia całował swą lepszą połowę rano i wieczorem lub, na przykład, prowadził ją raz na tydzień do kina; niekiedy vice versa niesforną żonę przymusza, aby co najmniej trzy razy na miesiąc przygotowywała mężowi ulubioną peklowinę z kapustą... Nie przystoi bowiem, żeby głowa rodziny do tak rzewnych przywiedziona została utyskiwań...
Ameryka pęka ze śmiechu. „Dobry” sędzia zaczyna wierzyć w swe posłannictwo na tej ziemi. Skłóceni małżonkowie przenoszą się do innego powiatu, znajdują żwawsze punkty do rozwodu.
Prawodawstwo amerykańskie w swym kulcie dla kobiety usiłuje ją chronić wszelkimi siłami przed upadkiem. Prostytucję tępi zawzięcie, obie strony stawia pod pręgierzem. Lekkomyślne dziewczęta zamyka w domach poprawy, czyli doszczętnego zepsucia, do więzień ładuje rozpustników, gromy potępienia rzuca w każdy objaw rozwiązłości i w rezultacie nie ustępuje w niczym żadnemu z krajów europejskich, a raczej ma jeno więcej praw, więcej nadużyć, więcej sposobności do szantażu i więcej hipokryzji.
Poza tym żadna inna pociecha dla cnoty.
Nie ma przeklętych „domów”, ale w zamian jest tysiące kabaretów i kabarecików, w których rozebrane do niemożliwości „artystki” krążą wśród widzów, przyczyniają się do podniecenia temperatury. Są dziesiątki tysięcy rozmaitego pokroju dancingów, „speekeas’ów”, kawiarni, lodziarni, jadłodajni, bud, ogródków, spelunek wypełnianych o pewnej porze czułymi parami „sweethartów”, a między nimi aż nadto zastraszający procent takich „słodkosercych” relacji, które zadzierzgnięte o słońca zachodzie rozwiewać się zwykły w mgłach poranka.
Pruderia amerykańska udaremnia wszelkimi sposobami dostęp młodym parom do zaciszy. Strzeże parków, nie zezwala na separatki, kamienuje domy schadzek, trzyma w ryzie hotele...
Jakoż hotele w Ameryce są tylko dla podróżnych, tylko dla ludzi zjawiających się z bagażami, a więc niezawodnie przejezdnych. Taki „bagaż” można często nawet w gmachu hotelowym nabyć za jednego dolara... Będzie to wprawdzie papierowy kuferek, jakiś „ersatz188” torebki, zawierającej w środku dwie szczoteczki do zębów i odrobinę pachnidła, ale będzie to talizman, dzięki któremu zjawiająca się parka będzie powitana z całym szacunkiem należnym dobranemu stadłu.
Jedyne w tej bagażowej kombinacji niebezpieczeństwo, że gdyby udało się nadobnej Miss Mary udowodnić, że tego i tego dnia, w tym i w tym hotelu była zapisana przez pana Franka jako jego małżonka, to bez względu na wszystkie przygody, jakich zaznała dotychczas nadobna Miss Mary — Mister Frank mógłby wpaść na grube odszkodowanie.
Lecz Mister Franka przed tymi ostatecznościami broni nieświadomość nadobnej Miss Mary, która, szczególniej jeżeli wywodzi się ze świeżego pokładu emigracji, bywa w Stanach Zjednoczonych równie bezbronna jak Murzynka, równie wyzyskiwana jak wyrzucona na brzegi brazylijskie biała niewolnica.
Nadzieje pokładane przez moralizatorów amerykańskich, że prohibicja alkoholowa przyczyni się do powściągnięcia rozpustnictwa zawiodły całkowicie.