Wprawdzie dzisiaj w Stanach Zjednoczonych rzadziej można oglądać w wytwornej restauracji podchmielone damy, lecz w zamian wszelkiego rodzaju podfruwajki, aż do studentek uniwersytetu włącznie, bez flakonika z wódką w torebce nie wyruszają na teren operacyjny, na żwawszą studencką uciechę.

Nie większe święci triumfy ostra cenzura obrazów migawkowych, która bez ceremonii nie pozwala Otellowi zadusić Desdemonę lub która wszelką drastyczność ogranicza do tego typowego filmowego, półminutowanego, całunkowego amerykańskiego wpijania się.

Życie drwi sobie z tej pruderii, z hipokryzji obyczajowej, wpada w większe jeszcze rozpętanie.

Trudno bodaj sobie wyobrazić w Europie samochód wypełniony dziewięćdziesięciopięcioprocentowymi golasami płci obojga, szorujący w biały dzień poprzez ludne ulice Bostonu ku brzegom morza. Trudno sobie wyobrazić taki samochód zajeżdżający bez ceremonii na plażę i wysypujący ze śmiechem nagi swój ładunek lub równie nagi i mokry zabierający z powrotem na wielokilometrową podróż do domu „rodzinnego” na małą przekąskę, bo w ogóle trudno sobie wyobrazić nowoczesną Fryne amerykańską wchodzącą do salonu w kilku zaledwie przepaskach i tak sobie niby „do rosołu” kąpielowego obchodzącą uprzejmie całe wystrojone towarzystwo.

Ubolewają nad tym wszystkim moraliści czy zawodowi moralizatorowie, utyskują ludzie dawnego pokroju, rozbrzmiewa smętnie odwieczna piosenka o młodzieży, która się „klasycyzmu zrzekła”.

Młode pokolenie zbywa się jak zawsze „przesądów”.

Tym łatwiej mu to przychodzi, że i to starsze wpada niekiedy w tempo jazzu i równie zapamiętale rade wytrząsać swe pobielałe głowy i nadwątlone szkielety.

Na „old people” nie zwraca się większej uwagi niż na swoich „starych” w Europie. Młodzi, jako niegdyś, chcą mieć zawsze własne doświadczenia, gardzą cudzym, w ogólnej sumie tyle słuszności po ich stronie, że, jeżeli zaczyna być znów inaczej, to nie lepiej niż wczoraj, ale i nie gorzej.

Zresztą należy się strzec wszelkich w tym kierunku uogólnień i mocniej w Ameryce niż gdziekolwiek.

Stany Zjednoczone przedstawiają, jak było powiedziane, ciągle jeszcze niestopioną, niejednolitą masę ras i narodów, na czele których kroczy już pewien wyraźny typ, ale i to nierównomiernie, bo kroczy poprzez kontynent olbrzymi, stwarzający sam przez się różne warunki bytowania, a więc i różną obyczajowość.