Jeden nieboszczkę Semiramidę wiszącymi ogrodami zapędzał w kozi róg, drugi wersalskie rozpościerał partery a wystrzygiwał całe lasy jeszcze kunsztowniej aniżeli słynny Le Notre, trzeci kopiował renesans, czwarty lubował się w angielskim stylu, niby w „rosbeafie” na krwawo, piąty czynił jako ongiś w Grenadzie, ten się sadził na kolumny, na marmury, na attyki, ów z okrąglaków zbijał przybytek niesamowity, istną diany siedzibę.
Aż ten prąd nagle się zachłysnął, zwolniał.
Przyczyn było mnóstwo i ważkich.
Najpierwszą z nich i tą najpopularniejszą stał się automobil. Ten sam automobil, który w zaraniu swego żywota tak mocno przyczynił się do zaludnienia okolic podmiejskich... Tak, każdy zaczął go pożądać, każdy go mieć pragnął i to coraz sprawniejszy, piękniejszy...
Człek skromny stanął był nagle wobec problematu — automobil czyli203 domek?
„Matce” taka wątpliwość wcale się nie widziała — większość głosów młodzieży jednak była zawsze po stronie ojca.
Duża pociecha z chatynki, ileż jednak zadowolenia z owej jazdy po świecie, z owego rwania przy lada sposobności naprzód... Wszyscy teraz jeżdżą — trzeba jako wszyscy...
I samochody jęły w Ameryce osłabiać ruch budowlany, parcele traciły na wartości.
Na przeciwnym krańcu, śród tych, których stać było i na dom, i na samochód, niechęć ku rezydencjom z innych znów narodziła się racji.
Własność? — Niezawodnie, jeżeli idzie o sezonowe przebywanie, o upał w zimie czy też o północny wietrzyk w lecie. Więc posiadłość z dala od ludzi, śród gór, lasów, nawet przystoi niekiedy zabawić się na sielsko, choćby wyjeżdżać na własną wysepkę na urocze „Tausend Islands” lub choćby osiadać między tysiącem jezior w Minnesocie. Ale rezydencje podmiejskie lub całkowicie miejskie toć doprawdy raczej utrapienie.