Trzeba myśleć o wszystkim, trzeba pamiętać o tylu naraz drobiazgach, szczegółach, obligacjach podatkowych, remontach, a o dobrą służbę coraz trudniej. Za pieniądze nawet nie zawsze można dostać znośnego kucharza, a cóż dopiero oddaną pokojową lub kamerdynera, który by nie był ptakiem przelotnym. Życie towarzyskie coraz zawilsze stawi wymagania, a własna rezydencja jeszcze bardziej je komplikuje.

Kędy204 liczna rodzina — oczywiście nie ma rady — lecz oto dwoje ludzi tylko. Cóż im z tego dworu, z tej głuszy komnat, z tej wystrojonej pustki? Lato spędza się w Europie, jesień w White Sulphur Springs, zimę na Florydzie lub w Kalifornii, a wszelkie święta i uroczystości w tym czy innym „Majesticu”. Cóż tedy ta własna rezydencja?

Więc i na tym krańcu nastąpiło zobojętnienie, ustało sadzenie się na mieszkaniowe wspaniałości.

I w ostatku zaczęła się toczyć powrotna fala, nade wszystko ta górna, ta przodująca innym.

Miasta na zawołanie wystrzeliły domami „apartamentowymi” — prawie że pałacami wyposażonymi w jeszcze doskonalsze aniżeli dotychczas udogodnienia, których zasadniczym sensem było i jest ograniczenie do minimum kłopotów wynikających z prowadzenia gospodarstwa.

Wreszcie „domy apartamentowe” przeistaczały się jakby w hotele, a hotele w kamienice dochodowe... otwierając na ścieżaj wrota przed powrotną falą.

Cóż bo dogodniejszego na świecie ponad ten przeolbrzymi, tysiącokienny gmach tworzący jakby główny ośrodek życia wielkomiejskiego, cóż bardziej wytwornego aniżeli nowoczesny hotel amerykański...

Wszystkie troski, wszystkie małostkowości powszednie rozwiane, żadnych perypetii ze służbą, żadnych w stosunku do niej obligacji, żadnych drobiazgowych mitręg.

Oto wspaniały apartament gotowy, umeblowany według fantazji lokatora, zdobny, jeżeli zapragnie jego własnymi drobiazgami, a obocześnie205 zbrojny całym najwyszukańszym wykwintem...

Stylowy, arystokratyczny „maitre d’hotel” troszczy się zawsze o smak, o dobór potraw, o przepych zastawy, o najmniejszy pyłek, o byle zmarszczkę na pluszach i aksamitach. Wszystko ciągle i równie nieskazitelne, niepokalane, natychmiast zmieniane w razie najmniejszej skazy zużycia.