Należy czuwać, baczyć na byle drobiazg, trzeba zapobiegać, udaremniać, gdyż trzeba pamiętać, że chwycenie na gorącym uczynku, że wykrycie przestępstwa, że rozprawa ze szczurem hotelowym, toć raczej dla hotelu klęska. O tym ani nikt wiedzieć, ani słyszeć nie powinien.

Pierwszą komóreczką służby wywiadowczej hotelu bywa najczęściej miła, elegancka osóbka, stercząca za wytworną ladą między lasem numerów i dzwonków na każdym piętrze. Ta osóbka z czarującym uśmiechem odbiera klucze od „gości” opuszczających pokoje lub też doręcza je wracającym. I ta osóbka z przedziwną finezją zapisuje każdy najdrobniejszy szczegół dotyczący bodaj kwadratowego autoramentu, sapiącej jak lokomotywa obywatelki. Osóbka na piętrze jest równocześnie filtrem telefonicznym, ona odbiera najpierw dezyderaty lokatorów i te dezyderaty łączy... z odpowiednimi sekcjami służbowymi.

„Notatki” czarującej osóbki odczytują systematycznie detektywi obchodowi kręcący się w rozmaitych przebraniach po grubych, mięsistych, głuszących odgłos kroków chodnikach.

Tyle co dotyczy samych pokojów strzeżonych w dzień i w nocy.

A dalej dopiero detektywi w halach, detektywi w biurze przyjazdów i odjazdów, w salonach, restauracjach, w kawiarniach, u podjazdu, tuż w pobliżu biura sprzedaży biletów kolejowych, tuż przy kasie.

Słowem, detektywi co kroku, boć i detektywi pilnujący tysiąca urzędników, oficjalistów, posługaczy, tragarzy, kelnerów, chłopców na posyłki, tapicerów, mechaników, palaczy, praczy, krawców, kucharzy, kuchcików, pomywaczy etc. etc.

„Gość” zadzwonił na zniesienie tobołków. Zanim dotarł do windy zjeżdżającej, biuro kontroli na dole już wie, że numer 2455 opuszcza hotel, wie o tym kasa... a co więcej wie również, że „gość” zabrał na pamiątkę trzy ręczniki lub że gość ukradł mechaniczną zapalniczkę, lub że wypalił dziurę w dywanie... lub że srebrna łyżeczka zginęła mu przy rannym śniadaniu...

Cóż się dzieje w Ameryce?...

„Gość” płaci uroczyście rachunek, odbiera pełne szacunku ukłony i wychodzi...

Koszty handlowe.