Owóż właśnie, że wcale szukać nie potrzeba.

Tuż o dwa kroki jest gmach Towarzystwa Asekuracyjnego, o dwa kroki jest wspaniały bank... milionerski... lecz jeżeli komuś gmach wydaje się niewłaściwy, jeżeli bank jest zamknięty, więc otóż w pobliżu hotele... McAlpin, Vanderbildt, Belmont, a może Carlton... Wszędzie ten sam obyczaj. Hotel jest dla publiczności.

Tu z głównej hali szereg zejść do marmurem wyściełanych suteren. A tam, w suterenach pałac zaczarowany. Czterdziestu na biało wystrojonych golarzo-fryzjerów mydli, skrobie, pucuje, masuje w białe prześcieradła zawinięte kukły — obok czterdzieści śnieżnych manikiurzystek moczy, dłubie, piłuje, szczotkuje, poleruje palce, paluszki i paluchy. O dwa kroki kompania Murzynów, znów na biało, u podnóża estrady, na której wysiadujący panowie i panie zaparli swe buciska, trzewiki, pantofelki dla nabrania lustru...

— Rety, to chyba nie tu!...

Owszem, tu właśnie, na prawo, kędy207 tyle światła, tyle przestrzeni, kędy tyle symetrycznych przegródek, kędy tyle zawartych208 tajemniczo drzwi, kędy w każdych drzwiach niklowy otworek przymawiający się o pięć centów.

Ruch jest potężny. Pięciocentówki amerykańskie jako niegdyś Wespazjanowe sestercje rzymskie zapachu nie mają209.

Lecz ktoś inny ma do wyekspediowania list polecony, ma telegram, chce kolejowych informacji, chciałby zobaczyć, jakim pulsem bije w tej chwili giełda, chciałby może akcje sprzedać, chciałby o sto czy dwieście kilometrów zatelefonować...

Do urzędów, do instytucji odpowiednich daleko, lecz jest hotel, więc jest wszystko: i bilet do teatru, i sklepy z najniezbędniejszym towarem, i apteka, i lodziarnia słynna, i kilka niekiedy restauracji, i ta przekosztowna, i taka na stojący, i skład tabaczny, i raut nad rautami, i posiedzenie dam dobroczynnych, i bal, i zjazd chemikobiologów, i dwadzieścia naraz uczt weselnych, i jubileusz działacza, i narada polityczna... Wszystko w hotelu!

Nie tu się kończy wszakże apoteoza hotelarstwa amerykańskiego. Są jeszcze oberże przydrożne, są tak zwane „inny”, więc gospody dla turystów, dla pędziwiatrów, są wyposażone w atmosferę tak przytulną, tak wytworną, a tak na cenę dostępną, że kogo losy zawloką hen, pod Burlington, pod St. Johnsbury, do stanu Vermont, do New-Hampshire, temu ciężko wyrwać się, ciężko w dalszą wyruszać drogę.

I to jeszcze na chlubę hotelarstwa amerykańskiego należy powiedzieć, że gdy hotelarstwo szwajcarskie, francuskie, niemieckie miewa wspaniałości, ale przeważnie służące do oskubywania radykalnego bogatych podróżnych — w Stanach Zjednoczonych nawet przeciętny, skromny człek za małe dolarki i bez centusia dopisku... używa sobie niczym europejski magnat.