Drugą udręką, i tą wpływającą już bezwzględnie na smak artykułów spożywczych, jest zmonopolizowanie produkcji i opanowanie rynków zbytu przez wielki kapitał.

Kapitał, obracając wielkimi masami, zniewolony jest do przestrzegania pewnych stałych norm, do szukania jak największych uproszczeń.

Jakże tu sobie poradzić z tuczeniem trzody chlewnej na tysiące mierzonej?

Właściciel zastępu „świńskiej młodzieży” przeprowadza układ z plantatorem kukurydzy i wyprawia doń tyle i tyle setek takiej i takiej wagi. Plantator dzieli swe pola kukurydzowe na odcinki i przepędza nadesłaną mu trzodę z jednego odcinka na drugi, oczywiście po wyżarciu i zryciu całkowitym pierwszego. Po z góry określonym przeciągu czasu utuczone już świnki wyjeżdżają ekstra-pociągiem do rzeźni — plantator otrzymuje wynagrodzenie za każdy funt przyczynionej wagi, no i ma w dodatku... kukurydzę zebraną, sprzedaną i pola nawiezione na rok przyszły...

Ale — i tu rodzi się poważne „ale” — świnka na kukurydzy wypasiona nie jest smaczna, nie ma w sobie ani odrobiny tej soczystości, nie ma nic z tego, co posiada w chlewku wypasiony europejski tucznik.

Chów ptactwa domowego stoi w Ameryce na szczytach doskonałości. Kury, kaczki, perliczki, indyki pogatunkowane, chronione zawistnie w swej czystości przed zadawaniem się z upierzonym proletariatem, dzielone są na kolory, na grzebienie, na sutość korali, na nieskazitelną kanarkowość kaczych dzióbków.

Kurza farma, więc pełna godności specjalizacja, piękne domeczki, przepływające strumyki, najmilsze kurom ziółka, kamuszczki wapienne na skorupki, no i oczywiście kwestia potomstwa rozstrzygnięta idealnie. Wytwarzaniem młodego pokolenia zajmują się inkubatory, a droczące się z kogutkami kokoszki zachowują dla siebie jeszcze... przyjemność znoszenia jaj.

Amerykańska pomysłowość poszła jednak dalej, zdołała oto wczuć się w „psychologię” kurzej natury i pobiła wszechświatowe rekordy. Kury w Ameryce znoszą nie tylko jaja z góry przewidzianej wielkości, lecz znoszą je regularnie, bywają doprowadzane za pomocą elektryfikacji do dziewięciu jaj na tydzień...

„Elektryfikacja” kur polega na tym, że gdy następują dni krótsze, a z nimi ociężała skłonność do przedługich drzemek w tęsknocie za promieniem słońca — około godziny jedenastej w nocy zalewa się wnętrza kurników potokami światła...

Kokoszki zrywają się z grządek. Koguciki przekonywują się, że w nowoczesnym gospodarstwie coraz mniej mają do piania... I zaczyna się jakby dzionek, gdakanie u pełnych korytek, no i plony zbogacają jajeczną statystykę.