Europa aż kichnęła z przejęcia.
Tak bywa, stało się, tak się stać musiało.
A przecież zarówno z tych jasnych, jak i z tych klęskowych dni amerykańskich powinna by jednako czerpać pełnymi garściami i brać, i przyswajać sobie, i uczyć się, i kształcić, i leczyć ociężałość swoją prastarą, a strzec się podobnych błędów...
Wielka wojna europejska232 przyśpieszyła rozkwit Stanów Zjednoczonych. Ameryka stała się dostawcą całego niemal świata. Strugi złota rwały ku niej poprzez ocean. Praca wrzała dzień i noc. Budowano co tchu olbrzymie fabryki, wznoszono doki, powiększano produkcję, dwojono siły robocze. Pracy było ponad miarę, ponad siły. Wynagrodzenia szły w górę z zawrotną szybkością. Płacono, ile kto żądał. Byle nastarczyć, byle nie zmitrężyć233.
Dopieroż gdy Stany Zjednoczone wypowiedziały wojnę Austro-Niemcom, dopieroż kiedy mobilizacja jęła234 zmniejszać podaż!
Zarobki potroiły się. Fortuny rosły jak na drożdżach. Skala życia skromnego dosięgała zbytku. Kominy jeszcze gęstszymi wystrzeliły pióropuszami dymów. Pittsburgh, Cleveland, Youngstown, Chicago, Cincinatti, Betlehem, Atlanta biły żarem buchających z pieców płomieni.
Zresztą wielką wojnę przetrwać było już nietrudno. Ameryka była prawie że rozjemcą, który rzuceniem drobnego ciężarka chwiejącą się wagę przechyla. Cztery miliony i trzysta pięćdziesiąt pięć tysięcy zmobilizowanego żołnierza, a z tego w dniu zawieszenia broni, dokładniej w dniu zlikwidowania armii, sto dwadzieścia sześć tysięcy (liczba oficjalna) zabitych, umarłych z ran lub chorób... Czyli mniej nieskończenie aniżeli zwykły, codzienny procent śmiertelności!...
Powrót, wysłanych do Europy, toć235 jeden pochód triumfalny.
Zarobki nieco spadły, lecz jeszcze było dostaw dla połowy ludzkości. Wszystko szło, i machiny, i bawełna, i cukier, i mąka, i konserwy, i tkaniny, i skóry, i tłuszcze, byle smary, byle odpadki.
Pomyślność zaczynała się tak olbrzymia, że ci, którzy z niej nade wszystko pożywali236, zatrwożyli się, aby nie znikła, nie odeszła.