Latami się napierały, pchały do zawodów, do biur, urzędów, zabierały miejsca żywicielom rodzin, same najczęściej szukając nie chleba czarnego, lecz wetów, lecz jedwabiów, błyskotek, zbytku.
Brak dokumentu na kobiety? — Jest i statystyka, powagą profesora Nystroma z Uniwersytetu Columbia stwierdzona...
Amerykanki wydają rocznie na kosmetyki, na „instytuty piękności” okrągłą sumkę 750 milionów dolarów rocznie (statystyka roku 1930), włączając pomadkę do ust, ondulacje, przefasonowywanie nosów, wycinanie zmarszczek, chudnięcie itp. zabiegi.
Wobec tego należy odebrać pracę... mężatkom i w ogóle tak zarządzić, aby w rodzinie jedna tylko osoba zarobkowała.
A tu i budżet się zapada, deficyty rosną — a tu znów taż sama statystyka wykazuje, że na przezimowanie nędzarzy brak stu siedemdziesięciu ośmiu milionów dolarów — na doczekanie choćby wiosny...
I któż ma dać?
Dwa tysiące ludzi w Stanach Zjednoczonych trzyma całe Stany Zjednoczone w kieszeni. Oni płacą, oni trudzą się za innych, oni ponoszą największe ciężary...
Taki Andrew Mellon, wielki podskarbi od czasu Hardinga, według niedyskretnych relacji czasopism amerykańskich, posiada dopiero dwa miliardy dolarów uskrobanych ciężką pracą. Dać przeto nie może i nie da ani on, ani Astor, ani Pierpont Morgan, ani Schwab, ani Du Pont, ani Ford, ani Rockefeller, ani Ryan, ani Huntington, ani Ogden, ani Vanderbilt, ani Vanderlip, ani pani Helena Withney, która ma zaledwie pół miliona dolarów rocznego dochodu...
Trzeba radzić, trzeba dociekać, bo już ukazują się czarne i czerwone chorągwie, bo zakłócają spokój, bo, kto wie, czyli242 wszystkiego złego nie narobił „polski korytarz243...”
Lata przyszły chude.