Przez całe dziesiątki lat mógł jechać do Stanów Zjednoczonych każdy, komu wędrówka za ocean dogadzała. Ograniczeń nie było żadnych, formalności żadnych. Kto wylądował, temu wolno było bytować swobodnie, przeistoczyć się w syna nowej ojczyzny.
Stany Zjednoczone, jako władza, nikogo nie pytały ani o pobudki, ani o cel przyjazdu. Dawały schronisko każdemu prześladowanemu, nie odmawiały gościny żadnemu sekciarstwu, miały powolność37 całkowitą dla przestępców politycznych, ale, co więcej, całkowitą uprzejmość dla gwałcicieli prawa cywilnego, a nawet prawa karnego.
Stany Zjednoczone przez długi czas były upragnionym schroniskiem dla wszystkich europejskich szalbierzy, rzezimieszków, bandytów i morderców.
Starczyło łotrzykowi wydostać się z Europy, dotrzeć do Filadelfii, Nowego Jorku czy Bostonu. Wyjęty spod prawa zbrodniarz zamieniał się w osobę nietykalną.
Ameryka nie wydawała i nie chciała wydawać nawet osławionych rozbójników. Rozumowała pobłażliwie, że człek za ocean wyciągnął, aby nowe rozpocząć życie, że nie godzi się nikomu odmawiać drogi do poprawy i że, dopóki europejski zbrodniarz na amerykańskiej ziemi przestępstwa nie popełnił, jest człowiekiem zasługującym na opiekę.
Temu elementowi przestępczemu towarzyszyły, zwiększające się sporadycznie, fale różnorodnego biedactwa, krocie bezdomców, wydziedziczonych pariasów. A śród nich ludzi nieznajdujących na ojczystej ziemi zadość przestworu, zadość horyzontu do wyładowania swego temperamentu, swego zamiłowania do przygód, do walki z przeciwnościami.
Do roku 1860, więc do momentu, kiedy pada pierwsze hasło, wzywające do zniesienia handlu żywym, ludzkim mięsem, zaniechania na koniec jednej z najstraszniejszych na świecie nikczemności, emigracja do Stanów Zjednoczonych płynie równymi względnie grupami, osłabiana nieco w latach wojen europejskich lub w latach tychże wojen właśnie wzmagana.
Od roku więc 1860 zaczyna się powolne, stopniowe dążenie do ograniczenia emigracji. Dotyczy to z początku jedynie rasy czarnej. Ameryka zamyka wstęp Murzynom. Juści38 nie od razu, bo jeszcze musi przetrwać bratobójczą Wojnę Cywilną, bo jeszcze i po Wojnie Cywilnej na tych wielkich obszarach prawo jest nierychliwe.
Drugim etapem, zmierzającym do ograniczenia emigracji, niby ciąg dalszy „antykolorowej” polityki, była kwestia rasy żółtej, kwestia uchronienia białej rasy od niepożądanych skrzyżowań, a bardziej może kwestia niezmiernie potężnych, tajnych związków chińskich i japońskich, które wyrastały nad Pacyfikiem, a jeszcze bardziej kwestia powstrzymania żółtego zalewu.
Dopiero po nałożeniu kagańców na kolorowych przybyszów zjawia się problemat polepszenia rasy białej, niby chęć bardziej celowego, więcej zharmonizowanego doboru, myśl dopuszczania do Ziemi Washingtona jakby samego kwiatu ludzkości, owych bez mała na szczytach cywilizacji stojących nadludzi.