Po latach dopiero, w miarę powiększania się liczby stanów, wzmagania napływu ludności, początkowy purytanizm zaczął skłaniać się ku tolerancji, jednakże w rdzeniu swoim ciągle i zawsze protestanckiej, ku czemu niemało przyczyniła się imigracja znaczniejszych grup sekciarskich, jako niegdyś, na przykład, hugonotów, morawian lub w nowszych czasach mormonów.

Po latach narosło w Stanach Zjednoczonych bez liku różnorodnych wyznań, które, aczkolwiek działając pod znakiem protestantyzmu czy pod hasłem walki z kościołem rzymskokatolickim, przyczyniły się w rezultacie do osłabienia tegoż protestantyzmu, do jego rozdrobnienia.

A gdy się uwzględni nadto owe różnorakie grupy dążące do zachowania wybitnie narodowych cech wyznawanych przez się religii, toć już bez trudu można nabrać pojęcia o tym niesłychanym chaosie, jaki przedstawiają wystrzelające ponad domostwami wieżyce i kopuły świątyń.

Nie dość bowiem, że jedni bodaj menonici tworzą aż szesnaście różnorodnych odcieni, że wpływowi prezbiterianie liczą dziewięć niezależnych od siebie związków, że krzewi się bez liku wszelakich cudactw, urojeń, teozoficznych zrzeszeń, spirytystycznych zgromadzeń, a nawet, ludzką naiwność czy głupotę wyzyskujących, bud szalbierskich — ale ponadto wszystkie wyznania posiadają inne przybytki dla szwedzkich luteranów, inne dla luteranów norweskich, inne dla Niemców, boć i schizma rumuńska nie chce się zadawać ze schizmą grecką, rosyjska różni się od serbskiej, a serbska od bułgarskiej.

Z tego wynika, iż w roku 1926 Stany Zjednoczone miały dokładnie (proszę uważać!) 232 154 świątyń65...

Jest to liczba bajeczna, przechodząca najśmielszą wyobraźnię, zakrawającą na humbug, na jeden więcej „joke66”.

Przeciętne miasto amerykańskie, liczące dwieście tysięcy mieszkańców, ma z reguły więcej świątyń, aniżeli Warszawa razem z Krakowem i Poznaniem.

Miasteczko farmerskie w stanach centralnych, przy 1573 mieszkańcach płci obojga, potrafi zdobyć się na cztery kościoły i jedną bożnicę67. Tych 1573 mieszkańców pensylwańskiego zakątka dzieli się na metodystów, baptystów, prezbiterianów, żydów i katolików, no i luteranów, lecz ci ostatni muszą wędrować półtora kilometra do stojącego w pobliskiej osadzie zboru luterańskiego.

W Stanach Zjednoczonych na jedną świątynię wypada przeciętnie 530 ludzi. Jeżeli wszakże zastanowić się nad dokumentem amerykańskim stwierdzającym, że zaledwie 60% ludności zapisanych jest w kontrolach parafialnych, że 4% bądź trwa w jeszcze nieznanych, niewykrytych herezjach czy po prostu należy do masy obojętniaków lub bezwyznaniowców, to liczba 530 parafian na świątynię skurczy się, w ciężkie zamieni się gospodarstwo dla komórki wyznaniowej.

Stany Zjednoczone jako rząd federalny czy jako rządy poszczególnych republik ex officio68 nie mieszają się do kwestii religijnych i żadnych kosztów na potrzeby kultu nie ponoszą.