Utyskiwania, skargi na arbitralność, na forytowanie Irlandczyków i Niemców, na gnębienie parafii włoskich, polskich, francuskich, czeskich, na niechrześcijańskie mieszanie się do polityki, na dziesięć innych bolesnych zagadnień. Lecz oczywiście ta jedna maleńka karteczka przywieziona przez kardynała Mundeleina strąca w okamgnieniu między pyły archiwalne pliki skarg i znów dalej w Stanach Zjednoczonych dzieje się, jako irlandzko-niemiecka hierarchia zdecyduje.

Aleć i bez tej karteczki święte Kolegium musi się poważnie liczyć z tą zaoceaniczną gromadą i unikać wszystkiego, coby tę gromadę mogło zawieść na pokuszenie stawienia oporu. Trzeba więc folgować, zatwierdzać automatycznie przekładane promocje i raczej samemu o niejedno prosić, aniżeli nakazywać.

Irlandzko-niemiecka hierarchia na dwadzieścia milionów katolików ma aż czterech kardynałów, szesnastu arcybiskupów, sto dwu biskupów. Polacy, którzy stanowią jedną piątą wszystkich katolików w Stanach Zjednoczonych, mają tylko jednego biskupa, konsekrowanego w roku 1908 i może dlatego jedynie, że nosi nazwisko niemieckie „Rhode” i jednego sufragana nazwiskiem „Plagens”.

Seminariów jest 135, w nich 17 616 kleryków, 7 387 parafii ma własne szkoły początkowe, 329 sierocińców wychowuje 54 523 dziatwy, schronisk dla starców hierarchia katolicka utrzymuje 142, a szpitali 624!

W jednym tylko roku 1930 założono 62 nowe parafie rzymskokatolickie i zbudowano 6 sierocińców, 15 przytułków dla starców i 18 nowych szpitali rzymskokatolickich. Żaden bodaj kraj „czysto” katolicki nie zdolen jest86 poszczycić się takimi plonami pracy społecznej swego kleru!

Zbyt wielka modernizacja kościołów rzymskokatolickich, nazbyt wielka ich nowoczesność, brak pierwiastka archaicznego, owo prztykanie elektrycznymi dzwonkami podczas Mszy św., mruganie całymi rzędami lampek elektrycznych, cała ta praktyczność parafialna, operująca w przybytku Pańskim higieną i dezynfekcją, a może zbyt wielki nacisk na nią kładąca, w znacznej mierze przyczynia się do osłabienia mistycyzmu i, jak rzekliśmy, nalotem protestantyzmu okrywa amerykański katolicyzm.

Europejczyk potrzebuje wiele czasu, aby się oswoić z tą łatwością, z jaką w Ameryce kościół katolicki skasował wszystkie niemal święta uroczyste, poprzestał na jednym dniu świątecznym Wielkiejnocy i Bożego Narodzenia, jak wiele uprzejmości okazuje cywilnym świętom amerykańskim w rodzaju „Dnia Dziękczynienia” czy „Święta Umarłych”, obchodzonego solennie 30 maja lub jak w dni szczególniej uroczyste świątynia katolicka lubi ściągać protestanckich gapiów schodzących się na oglądanie niezwykłego widowiska.

Oczywiście i w Stanach Zjednoczonych można znaleźć zakątki, kędy prastary kult wyłamuje się spod dominującego wpływu wielbicieli św. Patryka i rodaków Marcina Lutra i wielbi Pana nad Pany takuteńko, jako hen, pod Sienną, pod Kielcami czy na bretońskich piaskach.

Lecz te wyjątki, choć częste, są potwierdzeniem irlandzko-niemieckiego prawidła. Stany Zjednoczone są dzisiaj krajem, w którym silniej aniżeli gdziekolwiek można stwierdzić wzrost indyferentyzmu religijnego, a w pewnej mierze i całkowitej bezwyznaniowości. Z górą połowa mieszkańców zbliża się do świątyń jedynie w momentach przekazanych nie tyle tradycją religijną, ile raczej obyczajową.

A jednak też same Stany Zjednoczone należy uważać za kraj najusilniej zabiegający o tępienie zobojętnienia religijnego, walczący zapamiętale z bezbożnikami, a manifestujący gorąco swą wiarę w Boga.