Najsilniejszym przecież wyrazem tego dążenia amerykańskiego do zachowania wiary w Boga jest bardzo wielka hojność prywatna na rzecz kościoła i kongregacji.
Na kościoły łożą nie tylko bogacze, nie tylko jednostki, ale i całe zrzeszenia. Świątynie fundują banki amerykańskie, fabryki, zakłady przemysłowe, kopalnie. Nikt się tutaj nie uchyla. Nawet bezwyznaniowiec, obojętniak nie zamyka kieszeni.
Protestancki kościół episkopalny dźwiga w Waszyngtonie gotyckiego kolosa z XIV wieku, wobec którego wszystkie mu podobne pierwowzory europejskie zejdą na karłów.
W Saint Louis wspaniała bazylika katolicka już od lat w przedziwne zdobi się mozaiki, staroweneckie, florentyńskie przechodzi cuda.
Żydzi nie dają się zakasować, miliony łożą na budowę swych synagog i domów modlitwy.
A nawet, kiedy już bezwyznaniowość zakradnie się do domowego ogniska, to i tam jeszcze bodaj utrzymuje się zamiast modlitwy przed posiłkiem chwila milczenia, pochylania się w skupieniu ducha, to i tam jeszcze nie wolno jest wymówić strasznego, przejmującego drżeniem oburzenia wyrazu „piekło”.
Amerykanin tego okrutnego memento89 nie znosi, boć wyraz „piekło” rumieńcami okrywa oblicza, które zatraciły zdolność rumienienia się, boć wyraz „piekło” jest tak obelżywym, jest tak plugawym, że wolej90 błotem człowieka obrzucić, aniżeli powiedzieć mu: „idź do piekła”, boć wyraz „piekło” jest tak brzydki, że, gdy go niepodobna ominąć, to wystarczy napisać pierwszą literę, resztę brzmienia zastępując kropkami...
Nie mniej groźną od piekła samego jest siła zrzeszeń wyznaniowych. Lepiej ich się strzec, być z nimi w komitywie, aniżeli je mieć przeciwko sobie. W wielkich miastach łatwiej się przed nimi skryć, łatwiej uprawiać obojętność — w mniejszych środowiskach nie ma ratunku. Gminy wyznaniowe działają, poczuwają się do solidarności. Metodysta w ostatku zgodzi się na katolika-lekarza, gdy zabraknie protestanta — ale gnębić będzie zapamiętale i zwalczać bezbożnika.
Biblia w Ameryce czuwa. Wygląda z każdego zakątka. Na stołach, w poczekalniach kolejowych umie poczesne zajmować miejsce, w skromnych mieszkankach jest zawsze najpierwszą między książkami, w bogatych domach miewa własną, uprzywilejowaną półeczkę, w hotelach leży tuż, przy każdym łóżku, u wezgłowia, razem ze spisem telefonów i miejscowym przewodnikiem...
Biblia zawsze i wszędzie w Ameryce wypomniana być musi.