Jeżeli otworzymy bodaj tak oschłego olbrzyma jak zestawienia coroczne Amerykańskiego Biura Statystycznego, jeżeli się wpatrzymy w te nieskończone kolumny cyfr, w te nowoczesne logarytmy życia, i tam nawet znajdziemy Biblię...
I tam jeszcze amerykańska skrupulatność musi wyliczyć, ile Biblia zawiera ksiąg, ile rozdziałów, ile wierszy, ile słów... Musi stwierdzić, że ma dokładnie 3 566 480 liter... (oczywiście angielskich), że w Biblii wyraz „and” (po polsku „i” lub „a”) powtarza się 46 227 razy, a wyraz „pan” 1 855 razy, podczas gdy wyraz „girl” (dziewczyna) tylko raz jeden...
Biblia w Ameryce jest ciągle świadectwem, dokumentem, autorytetem.
A ponieważ inwencja zacietrzewienia ludzkiego jest niewyczerpana, tedy bełcze91 na zawołanie Ewangelię ze Starym Testamentem, więc przebacza niewiedzącym, co czynią, rozgrzesza — albo rąbie oko za oko, ząb za ząb, w równie podniosły sposób daje upust małej, ziemskiej pomście.
Olbrzymie skupiska i większe od nich pustkowia
Olbrzymie skupiska i jeszcze większe od nich pustkowia, pasy ziemi wypełnione mrowiskiem ludzkim, stłoczone, duszne getta, a tuż w pobliżu przestrzenie jakby wiejące jeszcze oddechem dziewiczego kontynentu.
Pionierzy amerykańscy obsiadali brzegi oceanu, korytarzami rzek wdzierali się wgłąb lądu, w ich rozwidleniach, w zaciszu jezior i dolin rozbijali szałasy.
Dzisiejsze Stany Zjednoczone tych prastarych wędrówek pionierskich są podotąd92 żywym obrazem.
Wybrzeża Atlantyku, zagony w stronę Wielkich Jezior, kręte wstęgi wód, rwących do zlewiska Missisipi, wreszcie co najpospolitsze zatoki nad Pacyfikiem, toć główne, toć jedyne szlaki osiedli ludzkich.