Siłą rzeczy władze stanowe łożą na zdobienie tych siedzib, nie żałują grosza publicznego. Te nakłady przecież nie są w stanie zaćmić miast idących, że tak powiemy, o własnych siłach. Nawet taka stolica jak Harrisburg dla Pensylwanii ze swoimi osiemdziesięcioma tysiącami mieszkańców jest drobiazgiem wobec Pittsburgha i Filadelfii. Nawet stolica Ohio, nawet Columbus z trzystu prawie tysiącami mieszkańców jest tylko trzecią częścią swego powiatowego miasteczka, trzecią częścią Clevelandu. A cóż dopiero mówić o stolicach maleńkich w rodzaju Jackson dla Missisipi, Augusta w Maine lub o stolicy potężnego Oregonu, o Salem liczącym dwadzieścia sześć tysięcy mieszkańców.
Miasta amerykańskie idą własnym pędem, ich bogactwem, ich drogą do rozwoju jest przemysł, wytwórczość, a dalej handel, a dalej punkt węzłowy, spław łatwy, bliskość materiałów podstawowych, wreszcie port zaciszny.
Stalownia osiada albo tuż na rudzie żelaznej albo na węglu, szuka rzeki, opiera się o własne linie kolejowe, a nie trwoni kapitału na wciskanie się między kadłuby domów mieszkalnych. Gdy te domy za blisko do niej podchodzą, przerzuca się na inne miejsce, miliony zarabia na opróżnionych terenach.
Fabryka mebli szuka lasów, szuka bodaj ich pobliża, aby nie trwonić pieniędzy raz na przywóz surowca, a drugi raz na transport tych mebli.
Garbarnie patrzą rzeźni, tkalnie uprawy bawełny, fabryki krawieckie ciżby ludzkiej, kinematograficzne zakłady słońca, naturalnych dziwów natury.
Miasta się specjalizują, starają ogarnąć pewien dział pracy i ławą idą w obranym kierunku. Żywym przykładem może być Detroit, które zdołało chwycić wszechświatową produkcję samochodów, uczynić ją niejako swoją własną i swego stanu Michigan specjalnością. Pięćdziesiąt cztery fabryki, skupione tuż przy sobie, lasy całe najwspanialszych składów i wystaw automobilowych. Zdawałoby się, że ta szalona konkurencja powinna by pogrążyć współzawodników, tymczasem oddaje im w zysku siedemdziesiąt pięć procent całej wszechświatowej produkcji.
Miasta amerykańskie idą naprzód z zawrotną szybkością. Sprzyja temu w znacznej mierze zwiększająca się stale wędrówka ludności farmerskiej w stronę liczniejszych osiedli. A bardziej jeszcze może, nieznana w innych krajach, ofiarność obywatelska.
Są miasta w Ameryce, które niemal wszystko mają do zawdzięczenia szczodrobliwości swoich własnych obywateli. Oni dobrowolnie i nieprzymuszenie dźwignęli biblioteki, zbudowali muzea i galerie, szpitale i przytułki, parki, uniwersytety, konserwatoria muzyczne, świątynie, pałace klubowe, stadiony, lecz oni nade wszystko zbogacili i zbogacają swych współobywateli rozkwitem założonych przez się instytucji.
Jeżeliby takiemu Pittsburghowi odebrać dzisiaj to wszystko, co Pittsburgh wziął od jednego tylko Carnegiego, jeżeliby takiemu miastu jak Bridgeport zabrać dowody rzewnego przywiązania okazywanego Bridgeportowi przez... Barnuma, jeżeliby bodaj takiemu miastu jak Rochester wyrwać dzisiaj jednego jedynego, a żyjącego podotąd, Eastmana, to jakżeby skarlały, jakżeby się zubożyły te piękne miasta.
Eastman? — Po polsku... „Kodak”, więc zakłady przemysłowe szalonego rozmachu, żywiące krocie tysięcy ludzi w samych Stanach Zjednoczonych, nie licząc Europy.