Zorganizowana Praca amerykańska zabiega usilnie o wzmożenie swych arkanów, niekiedy odgrywa imponującą rolę superarbitra między kapitałem a pracą, niekiedy powoduje strajki górnicze czy krawieckie, niekiedy stara się je łagodzić, stara się przychodzić z pomocą ogłodzonym rzeszom.
Gra to ciężka, niesłychanie skomplikowana.
Kapitał amerykański jest czujny, przebiegły i twardy.
Są strajki wybuchające pod wpływem nagromadzenia robotniczych dezyderatów lub krzywd, ale są strajki rozmyślnie wywoływane przez kapitalistów, przez fabrykantów. Na strajku robotnik amerykański zyskuje czasami, lecz pracodawca zarabia zawsze, no a ogół pracowników zawsze pokrywa koszty...
Strajki w Ameryce idą zazwyczaj w pewnym, z góry dającym się przewidzieć porządku. Kiedy cena węgla ulega zwyżce wskutek strajku górników, automatycznie ta zwyżka odbija się na artykułach najpierwszej potrzeby, zmusza innych do szukania polepszenia płacy.
Ponadto między prowodyrami tłumów robotniczych są ludzie uczciwi, ludzie ideowi, ale daleko więcej, niestety, śród tych prowodyrów bywa karierowiczów, niegodziwców, pnących się po niedoli do naczelnych stanowisk społecznych i politycznych, więcej jest sprzedawczyków czy może jeno ludzi słabych, lekkomyślnych...
Amerykańska Federacja Pracy jest silna, ale tam jedynie, kędy rzesza robotnicza sama przez się siłę wytwarza.
Jeżeli w pewnym określonym punkcie bytuje tyle i tyle tysięcy sfederowanych górników, kolejarzy, krawców, tam w krytycznym momencie łatwo jest i o pęd solidarności, i o należytą karność, tam można stanąć do walki z kapitałem, można kapitałowi warunki podyktować.
Wpływ atoli społeczny Amerykańskiej Federacji Pracy w szerszym rozumieniu tego słowa jest bardzo ograniczony, czego najwymowniejszym dokumentem kulawe ustawodawstwo amerykańskie i bezkarnie gwałcone przepisy ochronne.
Ciekawym rysem Amerykańskiej Federacji Pracy jest jej ksenofobia, jaskrawa inwidia118 w stosunku do elementu cudzoziemskiego, obojętność na udręki robotników-imigrantów.