Nie ma wykładu religii, nie ma rzekomo żadnej predylekcji dla poszczególnego wyznania, ale w zamian duch protestantyzmu, duch nieustępliwy, zawzięty.

Obok niego tuż amerykanizacja, ta anglosaska, propagująca zawzięcie najwyższość rasy, najwyższość anglosaskiej kultury i usiłująca sprowadzić do jednego mianownika umysły różnonarodowego pochodzenia.

Słabe rezultaty, bo za wątłe siły przeciętnego wychowańca seminarium nauczycielskiego na pokonanie w jednej i tej samej klasie kilku, a nawet kilkunastu odmiennych sposobów wymawiania, czucia, myślenia.

Ostatnie liczby statystyki amerykańskiej przyznają się w okrągłych cyfrach coś do pięciu milionów analfabetów, a śród nich do czterech milionów trzystu tysięcy dorosłych. Lecz całe odium za tyle nieuctwa ta sama statystyka zwala na urodzonych poza granicami Ameryki, a więc na imigrantów, a dalej i na Murzynów, choć od lat pod sztandarem gwiaździstym bytujących. Mniej oficjalne dokumenty stwierdzają jednak analfabetyzm, którego się wcale nie oblicza, a mianowicie analfabetyzm powrotny, jakiemu, na przykład, w bardzo silnym stopniu ulegają Szkoci w stanie Kentucky.

Ilość szkół publicznych w Stanach Zjednoczonych jest olbrzymia (dokładnie szkoły publiczne, nie licząc prywatnych, posiadają 257 521 budynków), rozrzucona wszakże na tak przepastnym kontynencie, że znów w sumie nikła, niedostateczna. Są bowiem szkółki w zapadliskach, niemogące się doliczyć kilkanaściorga dziatwy i są w miastach szkoły publiczne działające na dwie zmiany i jeszcze niezdolne podołać napływowi kandydatów.

Więc niedostateczna ilość elementarnych szkół publicznych, lecz, co więcej, niedostateczna ich wartość.

Najlepszym argumentem jest tutaj niezwykły rozwój szkół parafialnych i w ogóle początkowych szkół prywatnych, nauczających miliony dziatwy.

Gradacja kształcenia w Ameryce chadza w odmiennej szacie nomenklatury.

A więc, po szkole elementarnej następuje „high school”, szkoła „wyższa”, a dokładniej średnia, a zupełnie ściśle mówiąc, szkoła stojąca o wiele niżej od odpowiednich uczelni europejskich.

Po „high school” idzie tak zwane „college”, które jest albo oddzielną instytucją, albo stanowi młodszy oddział uniwersytetu. „College” udziela pierwszych stopni naukowych i jest przejściem do specjalnych kursów uniwersyteckich.