Nie wydrze mi ich Donaj i Bałchany śnieżne,

Choć tylko z sobą wojsko będę miał zaciężne,

Kiedy szlachcie, czegom dziś doznał, wojna śmierdzi!».

Tak się nasz król, po izbie chodząc, wielce sierdzi,

A gdybyś w serce wejźrał, niesłychanie cieszy,

Że jutro do kochanej Warszawy pospieszy;

Ale tego po sobie najmniej nie pokaże,

Owszem wołać Frydryka wskok sobie rozkaże,

Żeby knechty gotował na jutrzejszą drogę:

«Żadną miarą jej dłużej odwłóczyć nie mogę.